niedziela, 28 sierpnia 2011 6 komentarze

Poranna ciemność, poliglotyczna Amu i trochę o właściwym użyciu toporów.


 - oto i adres na dzisiaj. Bloga wyszukała Katarzyna, którą proszę o zmianę tematyki, bo jeśli raz jeszcze ktoś podsunie mi do analizy "Shugo Charę", zatłukę i zjem.
Niemniej jednak materiał na analizę to prześwietny. W przedstawionej tu wiecznej ciemności deformującej rzeczywistość możemy dopatrzyć się genialnie wręcz zamaskowanej metafory trącącej mą ukochaną groteską. Niestety jak widać nasze umysły zanadto trącą przeciętnością, byśmy tę metaforę zrozumiały. Poza tym notka zawiera elementy edukacyjne, nawiązanie do mitologii (dokładnie do mitów o rodzie Labdakidów) oraz parę prób psychologowania. Czy udanych, wolę nie zgadywać. Mimo to myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie w tym tragicznym karnawale. 
Przypominam też, że blog prowadzą trzy osoby, więc jeśli zwracacie się do nas w liczbie pojedynczej, na myśl nasuwa nam się coś w stylu "WTF?!", gdyż nie wiemy, do kogo skierowane było owe zdanie. 
Kolejność podpisów na końcu = kolejność analizowania, więc osoba pierwsza w podpisach jest tą, która wybierała notkę. 
Proste, nieprawdaż?
Zapraszam do lektury.
***
Był pochmurny poranek,niebo zostało kompletnie zasłonięte przez chmury... [A czym innym może być zasłonięte niebo w pochmurny poranek?] [Yyyy…słoniem!] [Różowym w niebieskie groszki.] sprawiając,że dzień wyglądał jak noc [Apokalipsa.] [Tak! Tak! TAK!] i nie pozwalając słońcu pojawić się na niebie.[„-Słońce, chowaj się, bo inaczej dostaniesz baty!”] [Jak widać AŁtorka zagina nie tylko czasoprzestrzeń - logikę również!] [A po co komu logika?] Amu smutna siedziała w pokoju zastanawiając się nad tym co ostatnio ją spotkało,ta cała akcja z Ikuto i te wszystkie wpadki jakie przeżyli [Hehehe :D Gomen, mam dziwne skojarzenia.] [Nie ty jedna.] razem wywołały w niej coś dziwnego. [Ciekawe co wywoła u niej wpadka. :D] [Wywołała, oni już wpadli!] Nie potrafiła tego opisać,ale ten koci chłopak wprawiał ją w szybkie bicie serca [ <z serii: Fanaa uświadamia> Wiesz…kiedy kobieta bardzo kocha mężczyznę, ale bardziej kocha kota…wtedy jest zoofilia.] i rumiane policzki co było dziwne.Ile to już razy jej się śniło,że jest z Ikuto a nie z Tadase na bezludnej wyspie.[To z Tadase już była na bezludnej wyspie?] [Uła!] [Ale bez szczegółów proszę!] Od zawsze musiała przyznać [że przespała kilka lekcji polskiego] ,że Ikuto jest potwornie sexowny ,ale nigdy jeszcze nie zastanawiała się nad tym tak dosłownie. [x.x Zastanawiać się dosłownie...?] [Wszystko jedno, jak, byleby się w ogóle zastanowiła.] [To w końcu i tak spory wyczyn.] Już nawet przy ich pierwszym spotkaniu z tą małą przygodą w macanki [Już myślałam, że to ja jestem zboczona, ale to jednak oni...!] [Jedni wolą przygody w ciapki, inni w macanki…] [Nie chcę wiedzieć.] jej serce zaczeło dziwnie i strasznie szybko bić...  można powiedzieć,że jak oszalałe.Szczerzę mówiąc to nawet bardzo go lubiła [rozumiem tę radość, ale żeby się aż szczerzyć?] a czas z nim spędzany był raczej miły chyba,że gadał jej dziwne rzeczy typu "Jesteś zboczonym dzieckiem" [Przepraszam, już nie będę T.T] [Faktycznie, dziwne. ] bardzo ją to złościło,ale nawet lubiła się z nim sprzeczać [Rozszczepienie osobowości…?] [Schizofrenia byłaby fajniejsza.] to było zabawne.Ikuto z początku wydawał się oziębły i strasznie opanowany,ale gdy []poznało się go bliżej poznawało [ 'masło maślane' ;/] [Me gusta!] się jego prawdziwą naturę.Był miły i uprzejmy (nie licząc tych krótkich chwil gdy specjalnie był złośliwy [„był także szczery, z wyjątkiem chwil, gdy kłamał”].dop.autorki [AŁtorka znała go najlepiej.] ) dało się z nim nawet gada normalnie [Szczerze wątpię. Chociaż zalezy co kto rozumie przez 'normalnie'.] [„- Co powiesz ciekawego? – Nic.”] i czuło się przy nim bezpiecznie a w każdym bądź razie […] Amu tak się czuła. [Czuło się, ale tak się czuła. Łał.] [Raczej czuła, że się czuło.] [Szpan.] Nawet w tej swojej przemianie wyglądał całkiem,całkiem...[Przepraszam bardzo. CAŁKIEM, CAŁKIEM?! Ikuto z uszkami jest „CAŁKIEM, CAŁKIEM”?! Przecież to seks wcielony. Sorki, taki fetysz.] [To ja lepiej schowam gdzieś kota…] [A ja wszystkie pięć…] ale gdy te myśli przeszły jej przez głowę [marszem żałobnym] natychmiast się skarciła w duchu. [I słusznie.] [>>zoofilia<<] Pomyślała jeszcze nad uczuciem jakim go darzy [i postanowiła na dziś już skończyć z myśleniem] [W końcu co za dużo, to nie zdrowo.] ,ale nagle od strony jej okna dobiegły dziwne odgłosy, [Św św ir ir, ir ir św św ← dziwne odgłosy.] w sumie było to pukanie do okna [Eee...] [Jak widać „dziwny” to wielofunkcyjne określenie.] ,ale nie miała problemu z domyśleniem się [o.O !!!] [Czysty szpan.] kto to jest,bo jaki normalny człowiek wspinał by się na jej balkon by zapukać do okna...[ No właśnie. Jaki normalny człowiek wspinałby się na JEJ balkon?] [Jaki normalny człowiek DAŁBY JEJ balkon?!] [A mi nie dali… życie jest niesprawiedliwe.] to musiał być Ikuto i nikt inny. [To chyba lepiej, że sam przyszedł?] [Przecież napisała, że z Nikt Innym ;//] Odetchnęła jeszcze by się uspokoić i powoli [ażeby zbudować napięcie] otworzyła balkon i tak jak się spodziewała stał tam Ikuto [Ma tak brudne szyby, że przed wczesniej nie była w stanie stwierdzić, że to on. :)] ,ale cały mokry i przemoczony [w przeciwieństwie do Nikt Innego, który był cały suchy i wysuszony] [Czyżby miał parasol?] od deszczu,który zagościł jako dzisiejsza pogoda.[Chciałam to jakoś skomentować, ale zabrakło mi słów.] [*głaszcze po głowie*]  Popatrzyła na niebo potem na niego i miała właśnie zamiar zapytać dlaczego do niej przyszedł a nie poszedł do swojego domu [dziwny zwyczaj witania gości] [To jeszcze nic…] ,ale przerwał jej akurat jak miała zacząć mówić
- Lepiej nie pytaj i tak długa historia
[Telepatia! :O]  - nie powiedziała nic więcej i wpuściła go do środka,ale zanim pozwoliła mu usiąść [WTF?]  pobiegła do pokoju rodziców [zostawiając go stojącego na środku pokoju jak …ojej, czyżby deja vu?] i wyciągnęła z szafy papy [Jaki rym :D „Szafy papy” :D] [Też ochoczo pielęgnuję zwyczaje dziewiętnastowieczne, ale bez przesady…] ubrania,które były mu za ciasne [a gdzie? ; )] [Ja tam wolę nie wiedzieć.] i uważał,że wygląda w nich jak grubas.Przybiegła z powrotem wręczyła Ikuto ubrania i wepchnęła go do łazienki. [Bezpośredna dziewczyna.] [Ach, te skojarzenia…] Czekała chwilę a później  ku jej oczom ukazał się...jak ona to określiła "Czadowy kawaii neko boy" [Bo określenie w jednym języku nie jest fajne. Zaszalejmy, następnym razem chcę zobaczyć zbitek czterojęzykowy.] [Cóż, polski jej nie idzie…] wiedziała,że Ikuto będzie dobrze wyglądać,ale nie sądziła,że aż tak dobrze...[Nie ma to jak ciuchy ojca <3] był chudszy od jej papy więc koszula była nieco luźna,dłuższe rękawy nadawały temu słodszy wygląd  i jeszcze te niebieskie,błyszczące włosy opadające mu na czoło...wyglądał jak coś cudownego i niebiańskiego,jak anioł zesłany z nieba w jej obronie.[Kuba jest słodszy! >.< A nie, nieważne...] [Ale schizy.] [Poproszę frytki do tego.] Nagle z zamyśleń wyrwała ją druga myśl...[Jak myśl może wyrwać z zamyslenia?] [proponuję zrobić na blogu tabelę „cytat miesiąca”] [Noo, to byłoby niezłe.] co powie jej papa gdy to zobaczy,nie dość,że nie wiedziała dlaczego on tu jest to na dodatek ma na sobie jego ubrania i siedzi w jej pokoju,a każdy wie,że jaj […jaj?!] ojciec nie tolerował chłopaków bo uważał,że to oznacza iż ona go już nie kocha i woli innych.[Oj tak, bo tylko romans z ojcem ma tę odrobinę pikanterii.] [Odwrócony kompleks Edypa <33] Zaczęła panikować a temu wszystkiemu przyglądał się Ikuto...widział jak zaniepokojona biega po pokoju [Jak widać podjęła bardzo rozsądne działania ; )] [No a może nie? Bieganie po pokoju nigdy ci nie pomogło?] i nie wie co zrobić [Powinien się przyłączyć.] ,usiadł na łóżku i przyglądał jej się [Boże…] z [pełnym {budyniu} pogardy] uśmiechem...o tak Ikuto Tsukiyomi miał do niej słabość,może nie było tego tak dobrze widać,ale lubił Amu i to nawet bardzo.[Ciekawe za co. Bieganie po pokoju czy fetyszowskie przebieranie go w ciuchy jej ojca?] [Może lepiej nie wnikajmy.] Nagle stało się to czego Amu najbardziej się obawiała,drzwi się otworzyły a w nich ... [stanęła nasza trójca z toporami w dłoniach.] [I wszyscy żyli długo i zaciesznie *macha toporem na pożegnanie*] [Siekierki są fajniejsze.]


[…] – Ivorena
[…] – Fanaa
[…] – Sphinix
piątek, 26 sierpnia 2011 10 komentarze

Fanoowe urozmaicenia, zoofilia i grzeszny kantorek.

Drodzy parafianie! I czytelnicy też!
Ponieważ jestem na tyle ofiarą zajebista, że nikt oprócz mnie nie chce pisać wstępów, zaszczyt zamieszczenia notki przypadł w udziale właśnie mnie.
Dziś mamy tfór, który lekkim podtekstem sugeruje obecność  taty Ivoreny satana w kantorku i trochę bardziej oczywistym podtekstem mówi o zoofilii. Poza tym odebrał Nix sens życia oraz był miejscami tak banalny, że sprowokował Fanę (mnijeee!!!) do wtrącania bezczelnych komentarzy także w wypowiedziach analizatorek.Cóż począć, siła wyższa.



http://amuikuto.blog.onet.pl/Rozdzia-1-Powrot,2,ID353292727,n


- Endżoj.


Był słoneczny poranek, Amu ledwie wstała z łóżka  
[Zapewne gdyby poranek nie był słoneczny, byłoby to mniej bolesne doświadczenie.]
Więc ubrała się, zjadła śniadanie i poszła do szkoły. 
[Pierwsze słyszę, żeby ktoś się ubierał przed wyjściem gdziekolwiek...]
 [Ledwie wstała, więc poszła do szkoły! Już rozumiem!]
[Ja nie. Jak można pójść do szkoły bez obejrzenia paru odcinków anime?]
 Gdy Amu była już koło szkoły zauważyła idących również do szkoły licealistów, nie robiąc sobie z tego nic weszła do szkoły. 
[Jaka ona oziębła... Powinna rzucić się na nich i wycałować.]
[Prawdziwa mistrzyni opanowania, ja nie potrafię ignorować ludzi idących do szkoły.]
[Najlepsi są z rozmarynem. Średnio wysmażeni.]
 Po całym Apelu przyszedł czas [„po Czasie natomiast przyszedł woźny i kazał mi oddać tę efedrynę”] na rozmowe z nauczycielem więc wszyscy uczniowie zgodnie poszli do klasy.[Dziwni jacyś. U mnie nikt nie chodzi do klasy „zgodnie.” Zwykle panuje rozbieżność zdań, pomiędzy nauczycielem próbującym nas nakłonić do wejścia, a nami, niezbyt radośnie odnoszącymi się do owych próśb.] [U mnie się nie szło! U mnie się popierdalało!] Dopiero po jakiś 15 minutach [Normalnie wszyscy by sobie już poszli, piętnaście minut to nieobecność.] [My byśmy się nie rypnęli, gralibyśmy w makao.] przyszła pani razem z jakimś licealistą ,Amu nawet mu się nieprzyjzała [przecinek?]odwruciła [Dobiające.] głowe i patrzała [Co robiła?] za okono [To pewnie jakaś japońska odmiana okonia.]. Gdy już licealista wyszedł z klasy […a właściwie co on tam robił?] [Teleportował się. Oczywiście tylko po to, by zaraz stamtąd wyjść.] pani ogłosiła że będzie wycieczka. [Łaaa! Pakujcie wódę!] [Jakbym znów czytała „Oto Jest Kasia”. A nie, sory, tamto się dało przeczytać bez nawrotu depresji.]
- Kto jest chętny na wycieczke ?! - spytała z entuzjazmem nauczycielka
[„- … - odpowiedziała z równie wielkim entuzjazmem cała klasa.”]
[„- łyroarroarraaar” – z jeszcze większym entuzjazmem dodała Fanaa, urozmaicając sobie tę tragedię słodkimi tonami Dir En Greya.]
Rodzice już przed wakacjami chcieli by była wycieczka, więc pani dobrze wiedziała że napewno większość pojedzie [w większym czy mniejszym stopniu zmuszona przez swoich rodzicieli.] [Raczej wszyscy oleją wycieczkę i wykorzystają wolny dzień na picie.] [Spanie jest fajniejsze.]
- Będziemy jechać z jedną z klas licealnych - powiedziała cała zarumieniona [Całkiem, ale to całkiem cała?...] [Uła, romansik?] [Czyżby... a dobra tam, nie chcę wiedzieć.] nauczycielka, wszystkie dziewczyny z klasy się ucieszyły... [Też bym się ucieszyła. Ale zaraz, zaraz, czy to dlatego, że jestem z liceum?...]
- O[c]h, Amu mogła byś to zanieś do klasy fizycznej...-powiedziała zmierzając do Amu [„AAAAAAAA!!! To do mnie ZMIERZA!”] powolnym krokiem [Slow motion: mode on] - powinien tam... dasz mu to dobrze ? [Komu? Powinienemu Tam?] [Cenzura. Jak u Musierowicz.] [Jak ja lubię jasne i sensowne wypowiedzi...] - spytała podając jej kartke z imionami kto pojedzie na wycieczke [Pojadą bez nazwisk.] [Po co im, i tak są głupi.]
- Hai- powiedziała [bo zapomniała, po jakiemu ma mówić] poczym [potym!] wolnym krokiem poszła do dzwi [o.O…Dźwirzyno?] [To jakiś nowy gatunek jeżozwierza? Sarny? Arbuza?]
Szła przez korytaż 
[Przez co?], było tak cicho że zdawało się że nikt [nie wie, co to przecinek] niema lekcji, [Wtedy nie byłoby cicho, bo wszyscy szaleliby ze szczęścia.] znalazła dzwi z napisem "Klasa Fizyczna" [W mojej szkole było zazwyczaj coś w stylu „303” albo „206”, ale tak też jest ładnie.] zapukała i weszła
- Dzień Dobry... [„Stefan Zły.”]- Klasa była pusta, było ciemno ale tylko kantorku było zapalone światło 
[Było ciemno w słoneczny poranek?] [Przecież kantorku światło się paliło! Cokolwiek to znaczy!] [Może pomalowali szyby w oknach na czarno? Czy coś tam...] -...Przepraszam -powiedziała cicho Amu. Bała się wejść do kantorka [Był tam tata Ivoreny.], szczególnie że zostawiła opiekunów w klasie, jakoś się przemogła i zapukała w dzwi już chciała nacisnąć klamke, ale ktoś ją wyprzedził i uderzył ją prosto w prawy bok upadła na ziemie trzymając za ręke w którą dostała [Mhm, tragedia. Interpunkcyjna.], otworzyła oczy, a naprzeciwko niej stał zdziwiony Ikuto, gdy już oprzytomniał […był nieprzytomny?] podał jej ręke by wstała [Myślałam, że by upadła.], Amu skozystała z pomocu i podniosła się na jego ręce [Kasia wypiła kilka kieliszków wina, po czym włączywszy komputer przestawiła doniczkę z kwiatkiem, który kolorystycznie nie pasował do koloru jej koszulki, mimo to wieczór był gwieździsty.] [Właściwie, to porównując teksty Twój brzmi całkiem sensownie.]
- Co ty tu robisz ?- spytał troche nieumiejętnie Ikuto [Kto dziś pyta umiejętnie.]
Amu niewiedziała o co dokładnie mu chodzi więc nic niepowiedziała, 
[W końcu pytanie było niezwykle trudne.] [Co robię? W szkole? W mieście? Kraju? We wszechświecie?! TO JEST TRUDNE!] tylko dała mu kartke od pani. Ikuto wzioł kartke i przeczytał nazwiska [Przecież na niej miały być imiona...] [Czytając to doszłam do wniosku, ze życie nie ma sensu.]
- Jedziesz ?!- spytał Ikuto [Choć miał przed nosem kartkę z imionami/nazwiskami.] [Widocznie w tym opku nie umie czytać. Biedaczek.]
- H-hai- powiedziała Amu ,niewiedząc o co mu chodzi 
[Inteligencja Amu poraża.] [Pasują więc do siebie. Cała trójka.] [I kaloryfer w kącie.]
[„- Ja pierdolę. - westchnął Ikuto. - A ja tak liczyłem na chwilę spokoju...”]
Ikuto uśmiechnoł się słotko, [może raczej słotnie?] poczym powiedział
-Chodz...- i poszedł do kantorka
 [Ułoułouło! Ale tak bez gry wstępnej?... To po co w ogóle do kantorka, przeciez cała klasa wolna!!] [Ty zboczeńcze, Amu nie być zoofil!] [Stado heretyków... na stos!]
Amu posuchała i poszła za nim , Kantorek niebył zbyt ładnie uządzony [Zdecydowanie brakowało w nim dzieł klasy światowej oraz zabytkowych mebli, rodem z XVI wieku.] [Raczej żelek!] było troszke ponuro, ale i tak jasniej niż w całej klasie, [Ciemne_poranki.] kantorek był wypełniony jakimiś uzedzeniami [Czym...?] [Zdecydowanie. Życie nie ma sensu.] potrzebnymi na fizyke. [ Ach, sorki. Na fizykę to coś zwanego „uzedzeniami” może i jest potrzebne...] [Ja nic o tym nie wiem. Ja w ogóle nic o fizyce nie wiem.] Ikuto napisał jakąś kartke [lepiej jest pisać karton, tak na większą skalę] poczym oboje wyszli z kantorka i powiesili ją na dzwiach.[Kartka pozostała sama, napisana, jednak jak zwykle nie zrozumiana przez Amu...] [Wiesz, powiesili ją tylko we dwoje, to też jakiś wyczyn!] [Postawmy im pomnik.] Ikuto poszedł z Amu do jej klasy
- Jak byłem w twojej klasie to niezauważyłem Cie... - powiedział Ikuto 
[Gratuluję spostrzegawczości.] [Ja tam się mu nie dziwię. Różowe włosy to normalka wśród przedszkolaków.]
- Ja nawet niewiedziałam że to byłeś ty...- odparła cała zarumieniona Amu […Nie chcę się powtarzać, ale...] [Powtórz, bo nie zrozumie!]
Gdy doszli do klasy, oboje przypatkiem nacisneli na klamke, [Mieli zamiar wejść bez naciskania jej? Chcieli wyważyć drzwi...?] [Kopniakiem! Haa-dziaaa!] Amu odrazu wzieła ręke spod jego [żelkowej macki w kształcie rekina] ręki [trochę wyobraźni…] [To nudziarze bez krzty kreatywności. Pff.] i jeszcze bardziej się zarumieniła. Ikuto widziąc to zrobił swój słotki uśmiech [Ciekawe jak wygląda 'słotki' uśmiech'.] [Nawet nie próbuję sobie tego wyobrażać.] i otworzył dzwi, oczywiście wpuszczając pierwszą Amu. Ikuto powitały wszystkie dziewczyny [Otoczyły go?!] z klasy Amu... [„Welcome to hell!”] ale jakoś nauczycielka je odgoniła [łopatą] [Siekierka byłaby lepsza.] od niego, [kiedy rzuciły się na niego z widłami i kociołkami pełnymi wrzącego oleju.] [Kasiu, Ty na serio masz coś z ojca :3] gdy Ikuto rozmawiał z nauczycielką od czasu do czasu zerknoł na Amu która wpatrywała się w okno. [Pewnie bała się tego co robił. Cokolwiek to było.] [Raczej próbowała zrozumieć choć okno.] Po tak zwanej lekcji [U mnie wszystkie lekcje, są „tak zwane”.] wypuszczonoich już do domu... [Całe szczęście, bo opisu drugiej następnych lekcji bym nie zniosła.] Amu szła dziś wyjątkowo wolno do domu gdyż wiedziała że jej mama i tata są jeszcze w pracy, a Ami musi odebrać po szkole, [Przecinki zamiast kropek naprawdę potrafią zirytować.] [Doobra…tych zdań nie można brać na logikę, tu trzeba intuicyjnie!] [To ty jeszcze podchodzisz do tego z logiką...?] Odebrała ją i przez całą droge do domu wysuchiwała opowiadanie, zmęczona wruciła do domu, było już ciemno [Rano tez było ciemno.] [Jasność jest za mało mroczna.] więc wzieła kompiel, położyła się na łóżku i zamkneła na chwilke oczy.[Komentowanie każdego fragmentu zdania byłoby kłopotliwe, a całość nijak nie ma sensu, więc muszę dać sobie z nim spokój... Ech...] [Wiesz, Osoboktórawybierałatekst, same masochistki wokół mnie.] Nagle usłyszała pukanie do dzwi balkonowych, na początku ją to zdziwiło ale zaraz przypomniało jej się  że tylko jedna osoba tak robi "Ikuto" [Co to znaczy „robić 'Ikuto'”? Coś zboczonego...?] [Tylko jedna osoba puka „Ikuto”?] otworzyła oczy i miała racje to był Ikuto. Wstała i otworzyła dzwi i.... [„wyleciała przez balkon [na jednorożcu], nie trafiając [maczugą] w [ziemniaczaną chupacabrę w kimonie] objęcia ukochanego.” W każdym razie to byłoby miłe. [Oj…byłoby…]] [A potem przyszła Buka i ich zjadła. O.]


[…] Pijana oraz rozchwiana emocjonalnie Ivo, która szukała rozrywki, przy której nie trzeba szczególnie wysilać się z myśleniem.
[…] Fanaa, której znowu ktoś zrujnował psychikę po zaledwie tygodniowym jej odbudowywaniu. Miłe powitanie.
[…] Sphinix, której zaczyna odbijać. Tym razem porządnie.

wtorek, 16 sierpnia 2011 6 komentarze

Cud genetyki i wyjątkowo agresywny sprzęt elektroniczny.


http://orphanage-in-london.blog.onet.pl/Dziecinko-spokojnie,2,ID432341496,n < Zapamiętajmy ten adres, bo w przyszłości dostarczy nam wiele radości, albowiem egzystuje jako jeden z wielu blogów grupowych i różne cuda można tam znaleźć. Jakimś cudem jest jednym z najpopularniejszych na Onecie.

UWAGA - z racji ilości użyć pogrubienia przez AŁtorkę, na potrzeby tej analizy zmieniam kolor pisania, by nie męczyć oczu ludzkich. Z tego samego powodu tym razem nie jest to oczodajna czerwień. - Fanaa


[Tutaj wstawione zdjęcie kobiety, która zapewne miała robić za bohaterkę, choć zdecydowanie na trzynaście lat nie wygląda.] trzynastoletnia Amerykanka, urodzona szesnastego września
tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku
[I co z tego?]
w Washingtonie
Historia Victorii nie jest niczym niezwykłym [domyślam się] [A jakże by mogła być chodź odrobinkę oryginalna?]. [Oj, ja podejrzewam, że skoro Fanaa wybrała tę notkę, to pod jaims względem musi być ona 'niezwykła'] Ale bez zbędnych słów [Nie wyszło Ci ] zacznijmy od samego początku [A czemu nie od końca, tak dla odmiany?][Zaczynanie od końca jest fascynujące. Wiem z doświadczenia.]:
W grudniu 1996r. Macy (matka Vicky) poznała koreańskiego nauczyciela wychowania fizycznego. Kilka dni potem doszło do stosunku płciowego [Pasjonujące.] [Bez szczegółów proszę.][Wowowo. Już wiemy skąd wzięła się głowna bohaterka.]. Jakimś cudem Macy zaszła w ciążę [Faktycznie, ciąża rzadko zdarza się po stosunku płciowym.] [Z szoku spadłam z krzesła.], a ojciec dziecka poślubił ją. [Biedny człowiek...] Przed ślubem, Samsung [hahaha] [Nawet telefonu się uczepi...] (takie było imię koreańskiego ojca dziewczynki [Co Ty nie powiesz…] [Bardzo koreańskie, zaiste.][Nie mam pytań.]) był miłym, romantycznym i kochającym mężczyzną, jednak po ślubie [przeistoczył się w kobietę.] wszystko się zmieniło [Zamienił się w telewizor.] [Szkoda, że nie w keczup][Łe, nie trafiłam...]. Samsung stał się zimnym i bezuczuciowym facetem [Wszystkie telewizory takie są.][Ale moja komórka wcale taka nie jest! Ładnie mnie wita i się do mnie uśmiecha :)]. Za każdym razem, kiedy Victoria, czy Macy nie robiły tego, co kazał im robić- bił je [Czyżby kablem?][Ciekawe co kazał im robić...]. W ten oto sposób, trzyosobowa rodzinka wydawała się szczęśliwa i bezproblemowa, kiedy było zupełnie inaczej. [Bo maltretowanie rodziny przez telewizor łatwo ukryć.][W końcu większość rodzin jest maltretowana przez telewizję. Taka prawda.]
Samsung nigdy tak na prawdę nie lubił Victorii [W końcu był tylko sprzętem elektronicznym.]. Jego drugim dzieckiem był Marcus, młodszy o dwa lata brat Vicky.[Nawet jej nie lubił, żywił do niej wręcz pogardę i odstręczała go, ale zaciągnąć do łóżka nie omieszkał.] Ojciec nigdy go nie bił. Marcus cały czas zbierał pochwały od ojca [masło]. Czuł się on jednak źle, kiedy Samsung nadużywał przemocy w rodzinie [Więc przemoc jest dobra, póki jej się nie nadużyje, taaak?]. Uciekł z domu, zostawiając biedną matkę i córkę [Córkę? Pospieszył się dzieciak.][Patologia w rodzinie i potem tak jest...] na pastwę losu. Po prostu nie mógł już dłużej wytrzymać. Nie wińmy go jednak za nic, gdyż miał on wtedy jedynie siedem lat. [Aż siedem lat i zostawił matkę na pastwę losu, samiec ukiszony.][Ja się bardziej tą córką przejmuję... Jak myślicie, ile mogła mieć wtedy lat? Pewnie z trzy, nie więcej...]
Po ucieczce syna, Samsung wpadł w szał i zabił Macy [Już nigdy nie tknę swojego telewizora…] [Ja od dawna nie tykam, ha!][Zaczynam bać się mojego telefonu.]. Victoria widziała to wszystko, wiedziała, że będzie kolejna [Jak w „Oszukać Przeznaczenie”!] [Od teraz nie lubię tego filmu.][Ja go nawet nie widzałam. Może to i dobrze...]. Jej ojciec nie zabił jej jednak, co wydawało się dziwne [Też się dziwię, kiedy przez cały dzień nikt mnie nie zabija.] [Szczególnie telewizor.][Ja się dziwię, jeśli przez cały dzień ja nie mam ochoty kogoś zamordować...]. Zawsze przeszkadzało mu to, jak Victoria kocha wszystkich i wszystko, co znajdywało się na świecie [Prawdziwe Dziecię Kwiatów. Albo po prostu upośledzenie umysłowe.]. Kochała wszystko, bez względu na nic [Zdania bez sensu też kochała.] [Błędy ortograficzne też? Niepojęte...]. Kochała drzewa [Na pewno odwzajemniały jej uczucia...][Tak, na pewno, szczególnie gdy ryła na nich swoje inicjały. :)], ludzi, owady […komary?!] i... swojego ojca. Nie wiedzieć czemu, ale po prostu go kochała. [Może dlatego, że bądź co bądź to jednak jej ojciec?] Za każdym razem, kiedy bił on ją i jej matkę, próbowała znaleźć na to jakieś wytłumaczenie [„To tylko telewizor, nie panuje nad sobą.”][„Mama wyszła z kuchni. Zasłużyła na karę.”]. Tak, była optymistką jakich mało. No cóż... taka już była [„Trochę” mało realistyczna psychologicznie?][Jako prawdziwa optymistka czuję się dotknięta zaliczaniem tej pokraki do osób mego pokroju.].
Wszystko się zmieniło, gdy Samsung śmiertelnie pobił jej matkę. Nie mogła się z tym pogodzić. Sprowadziła do domu chomika[, którego nazwała Panasonic], żeby mieć z kim pogadać [Ja pierdolę.] [Koty są do tego lepsze.][Ja rozmawiam ze sobą.]. W szkole tak na prawdę nigdy nie miała przyjaciół [Ciekawe, czemu.] [Bo byłaby za mało emo.]. Starała się wszystkim pomagać, ale [mieli ją w dupie]... wiedziała, że nie może mieć przyjaciół.[Bo byłaby wtedy zbyt zwyczajna.] Po prostu starała się nie zbliżać do nikogo [Chodziła z tabliczką „Proszę zachować odległość trzech metrów!”?][Nie przesadzajmy, dwóch i pół.]. Wiedziała, że gdyby miała przyjaciół, to nie miałaby dla nich czasu [Prawdziwa męczennica.][Zbyt była zajęta ukrywaniem zwłok w zamrażalce.]. Miała za dużo obowiązków w domu [>>chomik<<] i jeszcze... nie, po prostu nie mogła mieć przyjaciół i tyle.[I ch*j!] Koniec. Kropka. [Właśnie, po co cokolwiek tłumaczyć czytelnikowi...]
No więc, kiedy ojciec zabił jej matkę [a potem zbił wazon], Victoria zamknęła się w sobie jeszcze bardziej. [Naprawdę lubiła ten wazon...] Nie odzywała się do ojca i wpadła w niemiłe towarzystwo. [Owo towarzystwo nie uznawało miłości do całego świata, a szczególnie złoczyńów ukrywających zwłoki w zamrażalkach.] Miała zaledwie dziewięć lat, a już zaczęła pić alkohol i zadawać się ze starszymi chłopakami [Słodkie. Ja w wieku dziewięciu lat…nie pamiętam.] [A ja... też nie pamiętam.][Ja zadawałam się ze starszymi chłopakami już wieku około pięciu lat. Ech, jednak mogłam dać moim kuzynom spokój...]. Taki był już jej los... [Pójdę dokonać egzekucji na AŁtorce i też powiem, że taki już mój los.] Samsung wysłał ją do sierocińca w wieku lat dziesięciu. Tak, znalazł świetne miejsce z dala od Waszyngtonu. Wysłał Victorię do sierocińca w Londynie. [Każdy rodzic bez problemu może wywalić dziecko do sierocińca, w dodatku za granicę, i nikt nie będzie się czepiał.]
Victoria obecnie domyśla [?], co właśnie robi jej ojciec [Teoretycznie zabójstwo jest karane, ale idąc za wcześniejszą radą Nix, nie wnikam.] [Tak trzymaj!][To ja też się zastosuję...]. Zapewne wrócił do Korei i zabija psy. [To byłoby trudne, zważywszy na fakt, iż jest telewizorem.] [I przerabia je na pasztety?][Na ciasteczka.]Kto tam wie...

Charakterek również nie jest specjalnie wyjątkowy [To już wiemy.][Wiesz, dla mnie jest toootalnie odjechany.].
Na ogół, Victoria jest optymistką. [Wcześniej była podobno „optymistką jakich mało”] Kiedy się ją trochę lepiej pozna, można zauważyć, że jest delikatna i wrażliwa. Jest również przewrażliwiona [bo to już inna cecha], jeśli chodzi o krzywdę, wyrządzaną innym. Życie nauczyło ją, że czasem trzeba się zbuntować. [Nie zauważyłam, żeby w ciągu całej notki choć raz się przeciw czemuś buntowała...] Nie robi tego zbyt często, ale jednak. Vicky jest miła i przyjacielska, potrafi wysłuchać innych [W sensie chomika, bo przyjaciół przecież nie ma.]. Lubi pomagać, ale nie jest to jej ulubione zajęcie. [Lubię swoją ścianę, ale nie jest to moja ulubiona część budynku.]
We wszystkim szuka dobrej strony... taka już jest. Swoja [Dziwnym byłoby, gdyby była czyjaś.][Oj można, można być czyjąś... Ale kto by tam ją chciał?].
Raczej jest romantyczką, ale także urodzoną flirciarą. [Flirtuje ze swoim chomikiem i ojcem-mordercą.] Mimo młodego wieku, lubi podrywać chłopaków. Raczej tych starszych, [10-latków zapewne. Starsi od niej są...] przez co czuje bardziej... doceniana? Tak, trochę jej tego w życiu brakuje. Przenigdy nie zdarzyło się, żeby usłyszała coś miłego od ojca, dlatego też często siedzi cicho. [Przecież on ją już wysłał paczką do Londynu.]
Różnie z nią bywa, nie zawsze jest przewidywalna.
[Ciekawe, jakby to skomentował Freud.]

Wygląd także jest przeciętny. To też zależy, kto i jak na to patrzy.
Nie jest specjalnie wysoka, ale jak na trzynastolatkę, wygląda na starszą [I to sporo (>>zdjęcie<<)]. Jest szczupła, a jej brązowe włosy sięgają do ramion. Uwielbia nosić kapelusze, w których często można ją zobaczyć [Za tymi, w których nieczęsto można ją zobaczyć, nie przepada.]. Victoria jest szczupła [Drugi raz? To chyba anoreksja.], a jej oczy są niebiesko-zielone. Czasem zdaje się, że ma piwne tęczówki [„choć reszta oczu nadal jest niebiesko-zielona”]. Jeśli chodzi o ubiór to różnie bywa [To się nazywa rzetelny opis.], jednak nigdy wyzywająco [Tylko miniówa i dekolt do pępka. To w końcu wcale nie jest wyzywający ubiór.].



Jeszcze na koniec dodatkowe informacje:
~ Victoria po ojcu nie odziedziczyła nic. Wyglądem przypomina matkę oraz babcię. [Zabawne, zawsze wydawało mi się, że azjatyckie geny są dominujące. Cud!][Nazwiska też nie odziedziczyła?...]
~ Zamieszkuje w pokoju osiemnastym. Za niedługo jednak ulegnie on zmianie [Będzie dziewiętnasty?] [Straszne. Aż mnie ciary przeszły.][Brrr...].
~ Niedawno zmarł jej chomik, a Vicky nie uśmiechnęła się od jego śmierci (ok. 2 miesiące) [Mnie zdechły cztery chomiki...mam iść na kolanach do Benares?] [Ja przeżyłam około dwudziestu kotów i pięć psów...][Wy po prostu jesteście nieczułe.;/].
~ Brunetka zna wszystkich, ale wszyscy niekoniecznie ją [Ale jak to…że…że mnie też?! O.O] [Nie ma co robić to siedzi na Facebooku.][Już nigdy nie pójdę spać spokojnie.].
~ Nie wyznaje żadnej religii.
~ Brzydzi się kofeiną [Ale alkoholem już nie.].
~ Jest wegetarianką [Potraktuję to jako osobistą obrazę.].
~ Nigdy nie przyznawała się do swojego rodowego nazwiska. Sama już nawet nie pamięta, jak one [ono!] brzmiało [Nie znać swojego nazwiska…to już hardkor.] [Mi się zdarza podpisywać Sphinix bądź Amentiae, ale jak się nazywam jeszcze pamiętam. A przynajmniej mam zwykle je gdzieś zapisane.][Ja piszę Ivorena, szybciej niż swoje imię i czasami z rozpędu mówię o sobie „Ivo” zamiast Kasia, ale nazwisko pamiętam...].
~ Jest fanką starego, dobrego rocka. Nie przepada za muzyką XXI wieku, o nie [To „o nie” znaczy „usuń wszystkie piosenki, które Diru, Nightwish, Acid Drinkers i wielu innych wydało po dwutysięcznym roku, bo się skomercjalizujesz i nie będziesz alternatywny/a”?][Ja też mam usunąć moich Acid Drinkersów? D:]. Jej ulubionym zespołem jest The Runaways [A moim Majka Jeżowska.].

[Wpadajcie na nią, wylewajcie na nią, róbcie co chcecie.
Jeśli macie ochotę na wątek, a niekoniecznie pomysł to piszcie- chętnie zacznę. ;]
[Kartę dopracuję w wolnej chwili [Nie musisz.].
Aha, jeśli znaleźliście jakieś błędy to napiszcie. Nie chcemy żadnych błędów na blogu, nie? [Fanaa wykonała szyderczego ivil laugha.] [Pozwolisz, że się przyłączę?][Ja już chyba wiem, dlaczego powyższą notkę usunięto z bloga... Poprawianie wszystkich błędów było niewykonalne.]

[…] (zdruzgotana powyższym) Fanaa
[…] Sphinix
[…] Ivo, która coraz bardziej docenia Einsteina za słowa : „Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.
środa, 3 sierpnia 2011 6 komentarze

Zioło z puszczy i niewierność Saska.

Jak widać ostatnio blog zdecydowanie odżył, co spowodowane jest... Ehem. A kto by to wiedział....
Fanaa wyjeżdza na czas bliżej nieokreślony, a mnie (Ivo) nie będzie przez tydzień licząc od soboty. Sphinix, przykro mi, ale chwilowo prawdopodobnie zostaniesz z tym chłamem sama.

Dzisiaj serwujemy Wam opowiadanko zapewne mające być romansem, które dla nas okazało się prawdziwym dramatem, z nutką horroru (głównie ortograficznego).
Adres bloga i budzący grozę tytuł notki:
 
http://krysztalowe-lzy.blog.onet.pl/op-18-Cos-jest-nie-tak,2,ID348232836,DA2008-10-31,n

Życzymy miłej zabawy! :)




Zielonooka kunoichi powoli podniosła powieki,
lecz po chwili nakryła z irytacją,
[Po kiego grzyba ten przecinek?] [Pewnie miał nadzieję, że go nie zauważysz.] twarz poduszką,
Miesiąc temu
[Bo każdy wie, że zdania nie trzeba kończyć, by zacząć nowe.] jeszcze był Sasuke, [A co? Jego marna egzystencja już dobiegła końca i go nie ma?] uważała go za przyjaciela. Niee, kochała go nad życie [Co za różnica?],
myślała że on też, więc dlaczego....?
Podniosła się powoli i z całym impetem uderzyła poduszkom w drzwi
[Biedne poduszki, jakieś dziecko bezczelnie uderza w ich drzwi.][Ach, coraz trudniej o dobrze wychowaną osobę...], pierze rozsypały [„rozsypało”] się
po całym pokoju przykrywając ją oraz meble, śnieżno
[!]białym puchem.
[A sens popełnił samobójstwo, jak mniemam?]
[Tak wygląda piekło w „Kuroshitsuji”!]
Małe piórka przyczepiły się do jej tważy mokrej od łez, nie.
[To przyczepiły się, czy nie?]
[Wybacz, że gdzie się przyczepiły?]
Przecież miała nie płakać.
Ścisnęła z całej siły ramkę zdjęcia przedstawiającego ją, Sasuke, Naruto,
[Ooo… trójkącik?]
[Nie rób mi tego…] [Ja już wiem co się stało. 'Saske' rzucił ją dla Naruciaka!] otarła ostatnie łzy przyżekając [kupić sobie słownik.]
sobie że już nigdy.
Nigdy nie da mu się tak zranić po czym na podłodze posypało się szkło.
[Nigdy nie dajmy Nix wybierać notki do analizy po czym po suficie posypało się psie żarcie…fajnie brzmi.]
Jeden jego kawałek nadal spoczywał w dłoni tnąc jej palce
[Pewnie był nawiedzony.], na śnieżnobiałom pierzynę skapywała
powoli
[Bo gdyby skapywała szybko, jak to ciecze mają w zwyczaju, byłoby to zbyt prozaiczne.] jej czerwona krew. [Czerwona? CZERWONA? Jakim cudem krew może być czerwona?] [Moja jest błękitna :D Przynajmniej według jakiegoś psychotestu z podejrzanej gazetki.] Ona odwróciła tważ z obrzydzeniem.
[Dobra, ale co to jest ta „tważ”? „Twarz” jeszcze kojarzę, może to jacyś kuzyni?] [Wiesz, gdybym miała „tważ” to obracałabym ją tylko i wyłącznie z obrzydzeniem.]
-Idę nazbierać zioła
[Wiedziałam, że coś z nią nie tak.]-powiedziała uśmiechając się sama do siebie, postanowiła że nikomu innemu go już
nie podaruje, po co?
[Jaka egoistka... Chować zioło tylko dla siebie?...] Skoro świat nie daje jej szczęścia to pogżebie głemboko [Are you fucking kidding me?] w sobie ostatnie jego cząstki. [Wybacz, ale patos psują Ci błędy ortograficzne.]
  Nie chciała by tak wyszło... choć? może to i lepiej. Czas goi rany jednak tą jedną zabliźnić by mogła
jedynie śmierć. I nie jego.   Odsunęła od siebie szybko obrzydliwe wizje jak wbija sobie kunai w serce.
[O co jej w ogóle chodzi?][Stwierdziła, że lepiej będzie jak się dziabnie, ale po chwili uznała, że to jednak obrzydliwe.]
Nie, nie jest tego wart, muwił jakiś głos wewnątrz niej. Miał racje.
[A teraz słyszymy głosy. Fajnie.] [>>zioło<<]
Powoli i spokojnie skierowała się do puszczy,
[Uważąj, tam są żubry >.<] geninom nie wolno było do niej się zbliżać co wywołało
lekki uśmiech na jej tważy. Jestem chuninem -wyszeptała w myślach, jednak jej tważ, zdawać by się mogło
że zbielała jeszcze bardziej.
[Dalej nie wiem, o co jej chodzi. Zupełnie jak na fizyce.][Ja tak mam na chemii.]
  Po 10 minutowej wędrówce jej odsłonięte dłonie skostniały z zimna, sama jednak nie odczuwała tego
przenikliwego chłodu. To ją troche zaciekawiło, czy podczas chodzenia na solarium opalamy sobie również
mięśnie.. albo krew, fuuj.
[Co mają skostniałe ręce do solarium? A dobra, nie chcę wiedzieć.]
[Coś mi się zdaje, że czepiasz się nie tej części zdania.]
[<wizja opalonych mięśni i krwi> O ja pier...]
Odrzucając dalsze rozmyślanie który budziło w niej jedynie odrazę [To nawet widać.],
schyliła się po dziką mięte a do jej nozdrzy dotarł przyjemny, korzenny zapach.
[Mięta nie ma korzennego zapachu.][Może ona korzenie wąchała. Albo to nie była mięta.]
Gdy tylko przyszła, zastała na sekretarce 3 wiadomości by zadzwoniła, ona jednak zbyła je prychnięciem,
[Już przylazła? A miałam nadzieję, że coś ją w tym lesie zeżre.]
[„Zbyła je prychnięciem, więc odeszły, lekko urażone.”]
jak on mugł?
[Jak TY możesz walić takie błędy?] -pytała-jak mugł najpierw przespać się z moją kuzynką, i teraz penie myśli że to sie skończy
słodkim causem na przeprosiny? phi!
[Czy temu dziecku kot usiadł na klawiaturze, czy to na serio było rozmyślnie przez nie opublikowane?!]
Przez cały wyjazd muwił że kocha. Że chce wrócić, a ona? Ona uwieżyła w to. Jak ostatnia idiotka.
[„Mugł”… Moje oczy! Moje biedne oczy!]
Hinata
[-] sama[Fanaa, ona chyba nie miała zamiaru stosować takiej wyrażającej szacunek końcówki, tylko uświadomić wszystkim, że Hinata zrobiła to bez jakiejkolwiek asysty. Nawiasem mówiąc, godne podziwu, tak samej kazać...] wczoraj kazała jej nie odpowiadać ani na jego wiadomości, na nic.
Ona też pieni sie ze złości
[To objaw wścieklizny.][Albo napchała sobie do gęby oranżadki w proszku :)] , w jej oczach on potraktował jej przyjaciółke jak dziwkę,
kazała go ignorować, udawać że nie istnieje i mimo iż zaledwie 2 tygodnie temu uznałany te poglądy i rady
za nieludzkie i wredne
[Skoro już ignorancja jest nieludzka, znęcając się nad nami AŁtoreczka musi być demonem.], ale w końcu była miła dla czarnookiego, i jak na tym wyszła?

-Sakura, proosze!-Usłyszała wychodząc z domu
[O! Siedział pod jej domem! Jak pies!][Jak Bieber z poprzedniej analizy.], nieoglądając się za siebie szła dalej nie zwracając
na czarnookiego najmniejszej uwagi
-Sakura, daj mi proszę wytłumaczyć, ja popełniłem błąd, daj mi szanse- Dalej żadnej reakcji
-Sakura, ja cię kocham!
[Jak każdy.]- Nic, 0
[Jak ja się cieszę, że nie znam fandomu.]
[Ja już nie potrafię się cieszyć…]
To tylko puste słowa, to tylko puste słowa- powtarzała w myślach
[Już myslałam, że śpiewa piosenkę Gosi Andrzejewicz, czy kto tam taką miał.] - To nic nie znaczy, zupełnie nic.
-Sakura, ja nic nie czuje do niej
[„Ot tak się z nią przespałem, żebyś miała o czym na „blogasku” pisać.”]- Dziewczyna jakby mimowolnie odwróciła się po czym jej tważ
[Dajże tej „tważy”, czymkolwiek ona jest w końcu spokój!]
[Cichaj, jeśli Ci życie miłe! To DEMON!]
oszpecił
[Jeszcze bardziej?] graniczący z wściekłością i żalem wyraz po czym wydała z siebie rozpaczliwe
słowa -Więc czemu?- spytała lecz po chwili wyrwała się z jego uścisku
[Kiedy on ją uścisnął? To jest prawdziwy ninja!] i puściła się pędem
znikając wśród tłumu ludzi na targu.
[Targ – najlepsza kryjówka ever.] W jej nozdrza udeżały miłe zapachy a do uszu dobiegał miły [Nie ma to jak urozmaicony słownik.] gwar głosów jednak ona starannie je ignorowała [Ja umiem ignorować tylko niestarannie.] jednocześnie biegnąc i walcząc z[e] łzami.
Jednak po chwili ta sama osoba przykuła jej uwagę, odwróciła się szybko by spojrzeć na obojętny,
szary i zimny wzrok
[Też chcę nauczyć się kolorować wzrok!] czarnookiego a lodowaty dreszcz przeszył ją od stóp do głów [Czarnooki miał rozdwojenie jaźni.]- Coś było nie tak,
czuła to
[Też to czuję.].     Po krótkim westchnieniu jednak puściła się dalej pędem zwalniając dopiero przed
złoconą bramom w której stała uśmiechnięta i z lekka zarumieniona Hinata
w różowej sukience i japonkach
[I co z tego?] machająca do niej przyjaźnie.
-Czeeeść-powiedziały do siebie po czym Sakura musnęła ją przyjacielsko w policzek
[Czyżby yuri?]-Jak tam... no wiesz- Dokończyła koślawo [„bo nie umiała prosto”] gdy już obie siedziały na podłodze w jej pokoju
w stercie poduszek
-Nie jestem pewna...-zamyśliła się na głos
[Eee… to tak się da?] [A pewnie! Co dzień praktykuję!] po czym zwierzyła się przyjaciółce z złowróżbnych
przeczuć jednak ku jej zdziwieniu, Hyuga nie potraktowała tego zbyt poważnie- To na pewno nic takiego-
Odparła jednak to jej wcale nie uspokoiło.
[Kogo, Hinaty?]
-No już, rozchmurz się, mam ekstra pomysł, chodźmy z chłopakami na plaże!
[Bo jedna plaża to za mało.] Będzie fajnie
-Ale on też tam będzie -zawołała rozpaczliwie
[„- I mnie zje!”]
-Sakura, rozstaliście się, to nie dojrzałe
[Przepraszam, jakie?] kryć się wciąż przed nim! [Cała reszta tego tekstu jest dojrzała.]
-Ja się nie kryję, ja po prostu nie mam ochoty z nim gadać -Odparła
-To nie ważne, wcale nie musisz, nikt prucz nas obu nic nie wie o tym co on zrobił
[Ale jak to, że on też nie wie?!][Może i nie wie, słuchaj, jak tak to czytam, to wydaje się całkiem możliwe.] , możesz po
prostu się do niego nie odzywać i tyle, zagramy w siatkówkę, będziesz trzymać się mnie
-Nie dzięki Hinata, nie mam na to ochoty- Wymamrotała
[Amen.]
***
Krutko
[Raczej zbyt dłógo.], wiem ale od czegoś trzeba w końcu zacząć, niee? [Lepiej jednak nie.]
od razu gomen za błędy ale bardzo się śpieszyłam
[by ukazać to arcydzieło światu? Nie musiałaś.], aktualnie nie mam pojęcia kiedy
notka bo teraz tworzę inne pasjonujące "dzieło"
[Jest cudzysłów, jest aprobata Fany.] papa!
[Papa opowiadanku, witaj depresjo.]
[Widziały gały co brały, sadystko ty.]
[Czuję się głupsza niż pół godziny temu.]

[…] Sphinix
[…] Fanaa
[…] Ivorena


poniedziałek, 1 sierpnia 2011 1 komentarze

Bezsilność wobec życia i lęki Justina Biebera.

Ha! Niebawem będzie miała u mnie (Fany) miejsce długa przerwa w dostawach internetu...wyjeżdżam, znaczy się. Najpierw na Woodstock (aahahhaa), później daleko, hen, daleko, tzn. na Mazury. W związku z tym pieczę nad blogiem ufnie przekazuję Sphinix i Ivorenie ...właściwie, to niczego nie przekazuję, tylko mam nadzieję, że pod moją nieobecność coś tu się jednak pojawi. Oczywiście bez moich, jakże bezcennych, komentarzy, nie będzie to już to samo, lecz...ekhem, nieważne:
dziś mamy słitaśne, fanowskie opowiadanie o Bieberze, jakich zresztą wiele. To jednak stanowczo wyróżnia się...formą. Zapraszam do zapoznania się w tą dość groteskową formą antywywiadu.
 ***
Odwzajemniłam jej to spojrzenie.
- No dobra .. nie powiedzia.. - Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ Nina przejęła pałeczke. 
[Koszmar interpunkcyjny się zaczyna.]
[Że CO ona przejęła?!]
[Ja tam wolę nie wnikać.]
- Nie .. właśnie że to powiedziałaś. - Wstała z podłogi, otrzepała tyłek [Ach, bądźmy grzeszni!], ale cały czas wlepiała te swoje duże gały 
[Poetyckie stwierdzenie... „Gały”...]
[Mnie tam się podoba.] 
we mnie. Co sekundę, uśmiech na jej twarzy stawał się coraz większy. Aż  osiągnął granice . 
[Pojawił się z tyłu głowy...]
[Jak Voldemort!]
Nie wiedziałam co mam zrobić, więc otworzyłam drzwi : 
[Najlepsze rozwiązanie w każdej sytuacji <3]
[Nie wiedziałam, co mam robić, więc poszłam kupić sobie manata na smyczy.]
- Idziesz ? - Rzuciłam na wychodne. [Musiałam się pospieszyć, bo wychodne mam tylko w piątki i nie pozwala na siebie rzucać.]
- Tak już . 
[Czy one się przed chwilą, tak jakby, nie sprzeczały?] [Dla własnego zdrowia psychicznego – nie wnikaj.] - Odpowiedziała, wstała i wyszłyśmy. [O wiele ciekawiej byłoby, gdyby wyszła siedząc.] Jeydon i Justin siedzieli na chodniku.
[bo to jedyne odpowiednie dla nich siedzisko]
[…już nigdy nie spojrzę na żaden chodnik tak samo…]
[Biedny chodnik.]
- Noo ! Nareszcie ! - Krzyknął Jeydon.
- Stęskniłeś się ? - Spytała Nina.
- No jasne że nie - Rzucił 
[w nią nożem] i wstał wraz z Justinem. [YAOI?!] [Yeach! Umc, Umc, Umc…!]
- No to gdzie idziemy ? - Spytałam.
- Do parku ? - Zaproponowała Nina.
[- Do lasu? – Zaproponowała Fanaa.]
- Hm .. niee . Za dużo teraz jest tam ludzi - Powiedział Justin. 
[Na ulicy było mniej? Chodnik nie stanowił potencjalnego zagrożenia?]
[Ciicho…on woli las…]
[Byle nie ten w moim sąsiedztwie, proszę.]
- Zgadzam się z nim  -  Powiadomił Jedyon. 
[Przed chwilą miał na imię Jeydon... Chyba, że to inna osoba...]
[Bo to JEDI!]
- No to chodzcie .. Może gdzieś tu se pojeździć [Jo se ino godo, coby a może nie.]? - Teraz zaproponowałam ja. 
[Czym pojeździć? Hulajnogą?]
[JA tam lubię moją hulajnogę…]
- Dobra. - Powidziała Nina i ruszyła [z kopyta] [Patataaaj!]. Ja za nią. A potem chłopcy.
Na przodzie jechałam z Nina a oni  z tyłu.  
[Na tej hulajnodze?...]
[Porządek jak w „Panu Tadeuszu”!] 
[Lepiej! Jak w moim pokoju.]
Gadali o trakach w deskach, kółkach, i takich pierdołach związanych z deską. 
[O, to może w czworo jechali na desce?... Też ciekawa wizja.]
[YAOI!]
[To obraza gatunku. -.-]
My gadałyśmy o szkole. No i takie tam … 
[„…” z zaskoczenia.]
[W życiu bohaterki dzieje się dużo. I to ze szczegółami.]
[Straszne. Naprawdę straszne.]

Godzine po tym [JAK TO, nie napiszesz, co się działo przez tę godzinę?! JA MUSZĘ WIEDZIEĆ, CZY ONI TAK DALEJ CHODZILI CZY, JA NIE WIEM, A CO JAK ZMIENILI KOLEJNOŚĆ?!] wszyscy razem usiedliśmy na chodniku. 
[Bo jak już zostało przeze mnie nadmienione, na chodniku można spotkać mniej ludzi niż w parku.]
[Jak widać głównym zajęciem bohaterów było szukanie po całym mieście chodników, na których najfajniej toruje się przejście.]
[Biedne chodniki. Chlip.]
Nie wiem, w każdym razie, jak doszliśmy do tego tematu.
Rozmawialiśmy o swoim życiu. 
[Ooo... ]
Justin miał najboleśniejszą przeszłość od każdego z nas . 
[Mama ubierała go w damskie ciuszki?]
[Nie musiała.]
[Ubierała go w męskie ciuszki? Biedak!]
Zrobiło mi się go szkoda .. [Ja też lubię sobie czasem poporównywać swoją bolesną przeszłość z innymi dzieciakami…]
[Ja wolę porównywać moje zaburzenia psychiczne. Zawsze wygrywam :3]
No ale cóż .. życie czasem daje w kość. 
[Właśnie tego doświadczam...]
[AŁtorka wie o tym najlepiej.]
Odpłynęłam myślami daleko, daleko .. […Mazury?!]
Nagle poczułam, że ktoś mnie szturcha [patykiem].
Odrazu przywróciłam się do rzeczywistości. 
[Od razu mi się źle robi.]
[Też chcę opcję „przywróć”!]


- Słyszałaś ? - Spytała Nina .
- NIe . A co miałam słyszeć? - Ja 
[pierdolę.] [Kofa mać.!]
- Idzemy do domu .. - Nina
 [„- Do nogi.”]
- Ja ide z nią - Powiedział Jeydon wskazując palcem na Nine [Dżentelmen w każdym calu.]
[Nie wskazuje się palcem.] - Bo ide w jej strone - dokończył . [A „ę” to dzieło Szatana, tak?]
Nina popatrzyła na niego, a następnie na mnie . Roześmiała się i dodała :
- Chyba śnisz, kochanie 
[Które z nich?...] - Odwróciła, pomachała mi [A nie „mnie”?] [Nie wnikaj, proszę, nie wnikaj... bo będzie jeszcze gorzej.] i Justinowi i poszła . Jeydon ruszył za nią. [*muzyka z „Mission Impossible”*]

Gdy wracałam z Justinem, szłam pierwsza a on próbował dorównać mi kroku.
 [Biedne dziecko.]
Udało mu się i zaczał: [„Bejbe, bejbe bejbe, ooou!”]
- Hmm .. więc co powiesz ciekawego ?- Spytał . [Bo nie ma to jak elokwentne i oryginalne rozpoczęcie rozmowy…] Zrozumiałam że ide za szybko, więc zwolniłam troche.
 
[Zrozum jeszcze podstawy polskiej pisowni, proszę.]
[Nie tak szybko! To tylko dziecko!]
- Ja ? No .. nic, a Ty ? – Powiedziałam [A nie, pod względem elokwencji jednak do siebie pasują.]
[Hał słit.]
- Ja też nie . - Odpowiedział, uśmiechając się pod nosem. 
[Jak to miło być na tyle nieciekawą osobą, by nie mieć do powiedzenia nic wartego uwagi <3]
[To przeznaczenie!]
[Nie mieć nic do powiedzenia… ciekawe, jak to jest.]
Zapadła długa cisza, nogi mnie bolały i byłam zmęczona.
[Zapewne przez ciszę.] A ta cisza mnie tylko szkodziła. 
[Jak można kogoś szkodzić? Powinnaś chyba napisać: „mi”...?]
[Ja czasem kogoś szkodzę!] 
[Najlepiej krzesłem. Lub patelnią.]
Zaczełam rozmowe, troche dłuższą,
ale bez przesady. 
[No pewnie, nie można prowadzić długich rozmówi, bo jeszcze przez przypadek wyszłoby się na osobę mającą coś do powiedzenia.]
[NIJEEEE!]


-Kiedy bedziesz chodzić do szkoł 
[y?] ? - Popatrzyłam się na niego. 
-Ja nie bede 
[„Nie bede”... Czyż to nie zalatuje jakąś gwarą?] chodził tu do szkoły. Bede brał prywatne lekcje u mnie w domu. - Odpowiedział spokojnie.
-Dlaczego? – Wydukałam
-Bo tam też są moje fanki .. no wierz .. 
[Chciał powiedzieć „(u)wierz mi”, ale mu nie wyszło? Czy, o zgrozo, to miało być „wiesz”...?]
[Ja kiedyś chciałam powiedzieć „tak, przestanę żreć po nocach”, i też mi nie wyszło…] 
za duże ryzyko.
[Dużo większe niż siedzenia przez godzinę na chodniku.]
[Boi się, że znów dostanie butelką?]
[Na mnie się kiedyś moja własna huśtawka zawaliła, i nie rozpaczam.]
 - Odpowiedział, smucąć się . 
[Łzy płynęły mu z oczu, z nosa ciekło, a on sam trząsł się od spazmatycznego szlochu.] [Dodałam bloga do polecanych, rechocząc się.]
- Co ? Chciałbyś być normalnym 
[Haha, jak to rozumieć? :D] dzieciakiem ?  Tak jak my ? [Ach, czyli jednak w znaczeniu „przeciętnym”... Na ich stardardy, oczywiście.] - Powiedziałam. Widziałam że z jego twarzy
znika ten uśmiech. 
[Który? A to on się jednak wcześniej nie odpowiadał „smucąć się”?]
[Cicho! Smucamy się!]
[Przyniosę chusteczki i pochlipię trochę później…]
- No .. właściwie, to tak. Chcę bawić się na podwórku z kolegami przez całe dni. 
[Ojej, to on jeszcze z pokolenia, które wychodzi na zewnątrz?] 
[<3]
[Dobra, ja też tak mogę! Ale gdzie są drzwi?]
Spędzać czas z przyjaciółmi ...
[Skype nie działa?]
ale u mnie jest tak : koncert, wywiad, dom, spanie. I tak w kółko ... 
[Możesz zrezygnować ze spania, zawsze jakieś urozmaicenie.]
[Możesz zrezygnować z koncertu i też wszyscy się ucieszą.] 
nawet nie mam czasu, zaprzyjaźnić się z kimś nowym.
Widzą we mnie tylko piosenkarza i bogatego gówniarza. [JAK TO?!]
[No nie żartuj…] Ale też nie mam czasu aby zaczynać nową przyjaźń .. - Powiedział to , [Raczej: „Powtórzył się.”]
ale tak od siebie. Nie tak aby inni go zaczeli lubić. Tak od siebie. 
[Moda na powtórzenia?]
[Da się powiedzieć coś tak nie od siebie?] 
Zrobiło mi się go teraz już bardzo szkoda. [Mnie też.] [Mnie zrobiło się żal osób, które nie chcą, a muszą to czytać.] Więc pocieszyłam : [Skąd pewność, że go to pocieszyło?] [Przecież to Ałtoreczka.]
- Nie wiem jak to jest. Nie jestem wielką gwiazdą
[Wielka gwiazda? Gdzie?] i nie czuje tego samego co Ty. Ale prawdziwych przyjaciół masz tutaj. Jeydona,
Nine, Christiana, Ryana, Chada .. Mnie.
[Rany, czy te imiona miały dodać im indywidualności?...]
[Nie przesadzaj, Mnie to ładne imię.]
Więc nie masz się o co martwić .. a dla nas, nie jesteś Tym [Tak, TYM! Tym z wielkiej litery!] bogatym gówniarzem i sławną postacią jak nie wiem co. [Ale i tak pożyczysz mi dychę, co? W imię przyjaźni.] Tylko normalnym [Taa...] nastolatkiem, równym [Wzrostem...?] jak my. Więc .. naprawde się nie martw. - Powiedziałam i go
przytuliłam. 
[Fuj.] Odwzajemniłten uścisk. [Matko…] [Oni tak na środku ulicy?...] Nagle zobaczyłam jakiegoś faceta z aparatem. Zaczęłam szeptać Justinowi do ucha,
że ktoś chyba robi nam zdjęcia. 
[Och, szeptanie do ucha na pewno wyszło na zdjęciu uroczo <3] Justin odwrócił się i zaczął się śmiać. Ja zrobiłam to samo.  
[Biedny gość z aparatem...] 
[Liczył na dobre porno.]
Szliśmy tak całą drogę. [Niesłychane.] W końcu doszliśmy 
[Cóż za wyczyn.]
[Żebyś wiedziała! W końcu doszli!] 
[Normalnie padłam i nie powstałam.]
pod dom. [E tam.] Justin odprowadził mnie pod same drzwi [„, nawet zapukał do nich w moim imieniu.”]
-Dziękuje. - Powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Nie ma sprawy. Ej .. mam pytanie .. [„Ej” dodało pikanterii.]- Powiedział Justin. Szczelił 
[w] buraka [z broni palnej]. 
[Trzeba mieć talent, żeby popełniać błędy fonetyczne pisząc tekst.]
-Jakie ? - Spytałam.
-Czy .. mógłbym Cię odprowadzić jutro do szkoły ? - Spytał .
[- Ojej, ale przecież tam czyhają twoje pseudofanki!]
 [„- Spierdalaj chuju. – odpowiedziałam.”]
Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. [To się nazywa rozdwojenie jaźni.]
[Jakie rozdwojenie jaźni? Psychooooza!] Justin stał i się na mnie patrzył. 
[A powienien uciec z krzykiem?...]
[Przecież miała atak!]
Chyba nie wiedział co ma zrobić, jak się zachować. Przestałam.
- Dobra. Bądz jutro po mnie o 7:30. 
[Na którą ona chodzi do szkoły/jak daleko do tej szkoły zasuwa?!] [To nic, ja wychodzę o ósmej i jestem na ósmą w szkole! Tak przynajmniej próbuję im wmówić.] [Ja muszę wstawać o 6…] Tylko się nie spóźnij . -Powiedziałam i weszłam do domu 
[zostawiając go na progu jak psa]
[Hau!]
Popatrzyłam przez okno jak Justin odchodzi . Czułam się jakoś dziwnie .. tak inaczej. Nie wiem co się ze mną dzieje. [Starzejesz się.] [Raczej dojrzewa!] [A mózg dalej na poziomie pięciolatki.]
-Przestań o tym myśleć .. [Kto, ja?!] - powiedziałam pod nosem. Nie pomogło. 
[Trzeba było powiedzieć nad nosem, może efekt byłby inny.]
[Ona przynajmniej ma nos…] 
Pobiegłam na góre i zaczęłam grzbać [What?! A dobra, nie wnikam…] [Bardzo rozsądnie.] w szafie.
Znalazłam jakies rurki granatowe, jasno-niebieska luźna bluzka. [Nikogo to nie obchodzi.] Wyciągłam te ciuchy i położyłam na krześle na jutro. 
[Krzesło jest „na jutro”, czy co?]
[Chyba jej sprawa, na czym kładzie wyciągłe ciuchy.]
Nie myślałam, co w tej chwili może robić Justin. W ogóle o niczym nie myślałam. 
[Czyli co? Mruczenie pod nosem nie pomogło, ale grzebanie w szafie owszem?]
[Myślała, o tym, że nie myślała? Hardcore.]
Położyłam się na łóżku, przewróciłam na bok. Za chwile miałam wstać się przebrać, ale życie wygrało. 
[Och, serio? Nie umarłaś?] 
[Życie zafsze wygryfa…]
Zasnęłam ... 
[Było by miło gdyby to był sen wieczny, ale skoro życie wygrało...]
[…]
[Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!]

[…] Ivorena 
[…] Fanaa (Która, przeczytawszy analizę, uświadomiła sobie, że jest zboczona.) 
[…] Sphinix (Która wie, że jest zboczona, zryta i co tam jeszcze, i nie musi sobie tego uświadamiać.)
 
;