środa, 11 lipca 2012 12 komentarze

Logiki brak kompletny, intrygujące okno i Fanaa w rozpaczy

Witajcie! Tutaj Fanaa z edycją. Znalazłam prawdziwą kopalnię rozpaczy grammar nazi i tym podobnych. Przyznam, że jest mi z tym źle. 
Dziś przebrniemy przez bardzo oryginalną opowieść o dziewczynie. I to wszystko. To znaczy, Wy przebrniecie, ja skapitulowałam gdzieś w połowie. A może nawet nie.

Z racji, że dzisiejsza analiza popełniona została na podstawie bloga, który bynajmniej opuszczony nie jest, będzie miała charakter bardziej dydaktyczny, niż udupiająco-terapeutyczny. 
Dziewczyny, jebnijmy poziomem! 
Jebnąć mogę, ale czy poziomem...

Ja bym preferowała siekierą... albo piłą...
Dobra, nie wierzę już w to, co napisałam.
  

Powietrze przepełniło się wonią jesiennego deszczu. Dziewczyna o długich czarnych włosach siedziała w ławce (…)
  [nawiedzona ławka…]
[Siedziała w ławce. No normalnie fascynujące.]

  
(…) przy oknie.
[Podejrzewam, że to będzie dramat szkolny. Innych ławek przy oknach nie widziałam.]  

Jej kryształowo niebieskie oczy wpatrzywał (…)
  [*dobywa słownika*…wpadać, wpaść, wpatrywać się, wpatrzony…przykro mi, aŁtoreczko, takie słowo jednak nie istnieje.] 
 [Jak to, nie można się wpatrzywać? :<]  
[Taaa, smutamy.]

  
(…) się w przestrzeń gdzieś za otwartyn [Tak. Zdecydowanie.] oknem.
-Is Still! [Co?]
Dziewczyna nie zareogwała.
 
 [Jeśli „zareogwała” nie ma nic wspólnego z czekoladą Areo, to przykro mi, aŁtoreczko, ale lecisz serią literówek jak sanitariuszka z „Bitwy Warszawskiej” z ckm-u po bolszewikach.]  
[Mnie Natasza nie jarała :|]  
[Nawet nie wiem kto to, ale jak patrzę na to opko nadal czuję się mądra.]

  
Po paru sekundach kilka znajomych z klasy zaczeło [Serio?] się na nią z zdziwieniem patrzeć.
-Isabel Still! Obecna?
 [Ach, to na nią tak wołają…]

-Jestem!
  […głodna i wpieprzyłam wszystkie spacje zza myślników...]
[Fanaa! To Główna Bohaterka! Spacje są po prostu jej niegodne!]


  
Odrzekła dziwacnie (…)
  [Na mój dusiu, dyć worce świarnego godania, ka tam dziwacnie!]
[To ten moment,w którym zaczynam nucić „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”]

  
(…) orzywiona.
  [AŁtoreczko. Musimy porozmawiać. Pszczółki, motylki, słownik i te inne, kojarzysz?] [Tak, to zdecydowanie ten moment.]

-Jesteś, ale nie tutaj. Od paru dni tak juz wpatrujesz się w to okno.
  [Przez parę dni w ogóle nie wychodzi ze szkoły, a nauczycielkę martwi tylko to, że patrzy w okno. Co za ludzie.]
 [Ale to nikt jej od niego nie oderwał? Nawet sprzątaczki? One mają dar przekonywania…]  
[Pal licho sprzątaczki, co z potrzebami fizjologicznymi?]

 
Co się dzieje?
-Nic. Przepraszam.
-Dobrze.
Powiedziała szczupła nauczycielka (…)
  [A gruba jej przytaknęła.] 
 [Gdyby była gruba, powiedziałaby inaczej. :|]

  
(…) piskliwym głosem, poprawiając prostokątne okulary. Isabel mimo wszystko spojrzała ostatni raz przez otwarte okno po czym je zamkneła.
  [Od teraz mogła patrzeć przez zamknięte, ale to już nie było to samo.]
 [Oczywiście, że nie. Było niemyte, bo sprzątaczki nie mogły się do niego przedrzeć.]

-Co się dzieje Isi?
Zapytała ją dziewczyna o jasnych włosach siedzącaobok.
-Nic. Mma (…)
  [?]
[Tak, na pewno właśnie o to chodziło. Pewnie jest fanką.]
[Nie rozumiem.]

  
(…) takie dziwne wrażenie, że coś się święci! Tara.
  [Chwila…rozkminiam, co masa opakowania towaru ma do akcji…] 
[Święcone akcje sprzedają w opakowaniach.] 
 [Nie wiem czemu, ale jak na to patrzę zaczynam mieć łzy w oczach.]

  
iI to coś złego.
Tara była przyjaciółką Is od kiedy nauczyła się chodzić.
  [Przedtem Is zbyt szybko uciekała.] 
[Wcześniej przyjaźń była wykluczona, bo nie mogły razem chodzić na zakupy.]

 
-Mam nadzieje, że to tylko przeczucie.
Isabel uśmiechnełasię bezradnie tylko.
  [Takie ubóstwo w ekspresję musi być straszne bardzo.] 
[Fanaa, jak nieuprzejma być możesz tak bardzo?]

  
Wpatrywała sie teraz w tablicę. Chciała sie skupić, ale jakos nie mogła. 
  [Ja tez czesto jakos nie moge.]
[Szczególnie jak jest się uśmiechniętą bezradnie tylko.]  
[No wiecie co jak wy tak mozeczie takie powarzne sprawy wyśmiewać:((((]

  
Nie wiedzieć czemu narysowała w zeszycie coś na kształt obrazku. 
  [Z całym szacunkiem, aŁtoreczko, czy Ty miałaś już przypadki?] 
[Nie zadawaj takich trudnych pytań. :|]  
[A ja zaraz wezmę coś na kształt siekiery i rozwalę sobie monitor.]

  
Spojrzała na Tarę.
Ta w pełni skącentrowana(…) 
  [Nawet w poradni językowej PWN nie uwzględnili tego błędu.] 
[Należy niezwłocznie im to wytknąć.]

  
(…)robiła notatki w zeszycie. Is spojrzała jej przez ramię. Piękne pismo przyjaciółki szybko zosało przez nią przeczyane,(…)
  [Zdarzyło się Wam może przeczyać czyjeś pismo? Słyszałam o ludziach, którzy przeczytali Pismo, ale wydaje mi się, że to nie o to chodzi.]
 [Coś czuję, że to zbyt głębokie, byśmy mogły to pojąć.] 
 [My biedne, nie mogące pojąć geniuszu aŁtorki istoty...]

  
(…) ale i ak (…) 
  [W „Akademii Pana Kleksa” przeczytałam kiedyś „AGA AK”. To mi zawsze pachniało na plagiatem.] 
 [Pieprzysz, jej chodzi o Armię Krajową. Tylko jest komuchem i pisze małymi literami, bez szacunku dla czegokolwiek.] 
[A może mowa o znanym i lubianym automacie Kałasznikowa, zwanym potocznie Kałasznikowem?]

  
(…) nie mogła tego zrozumieć.  
[Ja też nie.]  
[Ja nawet nie próbuję.]

Wytrzymała tak ccałą godzinę lekcyjną i w końcu rozległ się dzwonek.
Sala szybko upostoszała (…)
  [AŁtoreczko, w neologizmach prześcignęłaś właśnie Białoszewskiego.] 
[Żeby ona wiedziała, kto to jest…]

  
i dwie przyjaciółki wyszły na korytarz. 
 [Och, już nie spogląda przez okno? Cóż za odmiana.] 

 O razu ogarną ją gwar ludzi. 
 [Gwar ludzi? :| Gwar głosów bym zrozumiała…]
[Gwar głosów ogarnia. Ją gwar ludzi ogarną.]
 
Zeszły piętro niżej i wyszły na dwór. Usiadły pod ulubionym drzewem na małym wzniesieniu. Opadające, kolorowe, jesienne liście wyglądały ślicznie.
  [I to by było na tyle, jeśli chodzi o poetyckie opisy krajobrazu.] 
[ALE ONE WYGLĄDAŁY ŚLICZNIE.] 
[Nie wiem, co wy macie do liści. Są jak na razie najfajniejszą rzeczą w tym opku.]
  

]
-Hej co się dzieje?!?-zapytała z troską w głosie Tara-kizia!
  [Tara ewoluowała w kizię?!]
 [Zaraz będzie kicią. A potem zatańczy przy rurze w rytm pieśni.] 
 [Pieśni pochwalnej na cześć Latającego Potwora Spaghetti!]
  

Jej dłonie szczypneły leciutko skurę (…)
  [*płacze cicho*] 
[Dasz radę! Jeszcze trochę!] 
[Przeczytałam „Sakurę” i już się przestraszyłam, że to jakiś fanfik...]

  
(…) pod żebrami Is. Poczuła jakby przeszedł po nich prąd.
  [PRĄD? Ktoś mnie wołał?]
[Nie.]

 
-Nic.-odpowiedziała-Niemam humoru.
 
[Pisownia Niemam wizualnie przypomina Niemena. Ciekawe, czy są spokrewnieni.]
 [Też już nie mam humoru. Dziękuję.]
[Ona niema. To co innego.]
 
-Przyznaj się.
Tara nie dawała za wygraną.
-Do czego?
  
[- NIEWAŻNE, PRZYZNAJ SIĘ!]

-Że myslisz o nim.-Dodała Tara z uśmiechem widząc zakłopotaną przyjaciółkę.-No.
-Ja, ale o im?!?
Tara skineła głową na ciemnego, wysokiego blądyna
UWAGA!
[Ocenzurowano] 
I  nie mam zamiaru tego kończyć. 
Z poważaniem,
  
FANAA
  
[No przestań, ‘blądyni’ są zajebiści. Szczególnie wysocy-ciemni.]
[Oszalałam, już mnie nie zagniecie, lalalala..]

  
. Ubranego w niebieską, rozpinaną bluzę i dżinsy. Wygodne adidasy, nawet nie żucały się w oczy. 
 [„Żucające się” cokolwiek, brzmi groźnie. Szczególnie adidasy. Wygodne. Szczególnie, jeśli wiadomo, że są wygodne, nie mając ich na nogach.] 
 [Ale czemu się nie „żucały”? Adidasy-ninja?]

-Nie nie, nie. Skończyłam z tym!!! 
 [Widać jej szacunek do kolesia, skoro mianuje go jako „to”.] 
[Jego adidasy ją pewnie zaatakowały. Shurikenem.]

Tara tylko sie uśmiechneła.  
[Była w zmowie z adidasami.]

Wzrok Is był wbity w śmiejącego się chłopaka. 
[Nie, on wcale nie śmieje się z ciebie. Skąąąąd.] 
 [Planuje tylko jak przejąć władze nad światem za pomocą swoich butów :3]

W końcu spuściła głowę, a na jej twarzy zaczą malować się smutek. 
 [Kolorem wielu nieb. Nie, nie wytłumaczę. To zbyt długa historia.]  

Tara spojrzała na nią z wyżutem. 
 [Nie wiem jak główną heroinę tworu, ale mnie osobiście to przeraziło.]

-Przepraszam.
Szepneła jej do ucha.
-Za co? Powiedziałam... dałam za wygraną.
Powiedziała z powagą w głosie. Podniosła głowę ku wychodzącemu słońcu i przymkneła oczy. 
Mimmo wszystko serce jej się  krajało na samą myśl o jaiejkolwiek dziewczynie w jego ramionach.
Próbowała jednak nie dać po sobie poznać jak bardzo mimo wszystko cierpi.  
[Och, będę płakać, będę płakać, będę płakać… Tost mi się przypalił!] 
 [To wszystko przez te adidasy, jestem pewna!]

-Zmieńmy temat co?
-Hmm...
Odrzekła Tara, która odpłyneła gdzieś myslami.  
[Masz jeszcze wiosło i spierdalaj.]

-Przeczytałaś już tą książkę na polski?
-Jeszcze nie.-Odpowiedziała jej siadając po turecku na zielonej trawie.-Ale już zmierzam do końca.  
[No proszę cię, mnie nie okłamiesz.]
[Z wrażenia zmartwychwstałam. Bo wygląda na to, że trafiliśmy na zamieszkałe w Polsce, nietypowe skupisko nastoletniej mniejszości narodowej z dewiacjami i zagranicznymi imionami o oryginalnym zapisie. Chyba, że w Opkolandii także mają polskie lektury.]

Nagle rozległ się piskliwy dźwię dzwonka.  
[„Dzwię” dzwonka mnie inspiruje. Chyba napiszę o nim wiersz. Będzie to wiesz biały;
  
O dźwię! 
Tyś moim natchnieniem,
Tyś moim życiem,
Tyś mą inspiracją,
Dlatego jednak zjem tego tosta.]
[*bije brawo*]

-Juz ta szybko? 
 [Tak, wiem, mogłam napisać piękną, długą balladę o „dźwię”.]

Pisneła Is.
-Wstawaj idziemy.
Poganiała ja Tara. 
[Ja Tara? Znaczy, ona Tara? Czy Ona Tara? To przydomek? Zaczyna mi odwalać, niech ktoś mnie walnie.] 
[Wiedziałam, że będzie Wam mnie brakować. *wali w potylicę*]
 
Wstały i oby dwie zaczeły (...) 
 [ale nie skończyły] 
(...) sie kierować z mozołem ku wejścia do szkoły.
Lekcje mijały wolno. Nauczyciele kilka razy odpytywali Isabel. 
 [Urzekła mnie ta historia.]
[NIEEEE(...)EEEEEEE!!!]

-AAA!!! Wkońcu koniec! 
[Piękny pleonazm.]

-No.
Isa i Tara wyszły z szkoły. Słońce świeciło a, na niebie pojawiły się tylko małe obłoczki. Jesienna pogoda nie wydawała się  być jesienna.  
[Pogoda też była ninja!] 

 Szły razem bo dopiero w połowie drogi musiały sie rozdzielić. 
 [Gdyby musiały rozdzielić się w innym momencie, szły by osobno.]  

Kiedy skręciły ich oczą (...)
 [Fascynujące, ja nie mam takiego narządu.] 
 [Ty masz mózg.]

  (...) ukazał się chłopak którego widziały w szkole. Is przystaneła
[Głupia, jeśli skręcasz gdzieś i napotykasz faceta – to pedofil. Zaraz wyciągnie cukierki, a jutro obudzisz się naga, zbrukana i bez nerki.]  
[I bez oczą pewnie też.]
[Koniec. I nici z dydaktyzmu.]

[...] Fanaa. Gdzieś w otchłaniach zużytych neuronów znalazłam siły, aby się podpisać. 
 […] Ivo – nie wiem o co ci chodzi Fanaa, aŁtoreczka jak aŁtoreczka. Poziom: wtf is goin’ on
[...] Sphinix. Zostanę drzewkiem! Dokładniej sosenką. Lalalallala. 



\
niedziela, 11 marca 2012 3 komentarze

Matka niezgodna z zasadą decorum, kaloryfer i trochę o rosnącej popularności filmów dokumentalnych.

Witam!
Fanaa po drugiej stronie. Nie, nie lustra. Ściany też nie. Nieważne.
Dziś mamy cuś. Cuś to miałam zamieścić dawno temu, ale wolałam wprowadzić Czytelników (których szanuję, bo po lekturze tegoż bloga jeszcze żyją) w słodki stan niepewności i tak dalej. Naprawdę.
Wracając do cusia: jest to wspaniale napisane fanfikszyn o supergwieździe Demi Lovato i o jej wielkiej szansie, jaką jest rola w filmie dokumentalnym "Camp Rock". AŁtorka funduje nam nie tylko świetnie zarysowane postaci oraz oryginalny zapis treści, ale także trzymającą w napięciu i pełną zwrotów akcję. Oprócz tego możemy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy związanych z pracą nad filmem i zepsutymi kaloryferami. 
Oryginał tu.

Uwaga! Kolory są dostosowane do obecnego szablonu, który zaraz Nieszanująca Cudzej Pracy Nix zmieni mi na czarno-czarny, gdyż z okazji niedzieli otrzymała uprawnienia administratora. 
I informuję, iż kolory przyznałam losowo.

Endżoj.


 ***
-Ty też na kasting?-zapytała cicho blondynka wychodząca zza drzwi.
[„-Nie, ja przyszłam kaloryfer naprawić.”]
[Kłamiesz! Kaloryfery nie potrzebują naprawy, są zbyt epickie!]

Brunetka kiwnęła głową.
[Oby każdy tu miał inny kolor włosów, bo się pogubimy.]
[Ale pamiętajcie, że na turkus ja mam monopol!]
[Ciekawe, czy będą mieli imiona, czy ograniczymy się koloru włosów.]

-No to możesz wchodzić.-fochneła (…)
[…miałam to jakoś skomentować, ale niech ktoś inny to zrobi, bo zejdę.]
[Intryguje mnie jak można „fochać” w miejscu tak wyraźnie do tego nie wskazanym.]
[Właśnie. To przecież zbrodnia pokroju rzucania papierków na chodnik!]
 (…) i poszła korytarzem do drzwi..
[Zapominając, że właśnie zza nich wyszła.]
[Może ona tak gusta.]

Ciemnooka (…)
[Szaleństwo z tymi peryfrazami.]
[Może nie starczyło kreatywności, żeby nadać tym stworom imiona.]
 (…) lekko uchyliła drzwi i usłyszała głos
[- Avada Kedavra!]
-Kasting zamknięty.
[Też ładnie.]
Proszę wyjść.
[ciekawe, że castingi nagle tak działają]
[No weź, po co komu realizm w opku...]

-A..ale ja czekam od rana ..Proszę mnie przesłuchać.

[„-Dobra... W  takim razie co robiła pani w piątek trzynastego o godzinie 16:47?”]

Mężczyzna popatrzył na nią i westchnął
[- Nie, spierdalaj.] 
- No dobra .Poczekaj tu.
I wyszedł. Po 5 minutach wrócił z jeszcze trójką jurorów . Których miny były wyraźnie krzywe.
Kapryśnie zasiedli na fotelach (…)
[to musiał być ciekawy widok]
[To musiało być ciekawe przeżycie]
(…) i patrzyli na dziewczynę.
[Niesamowite. Patrzyli na nią, to takie... fascynujące!]
[„Co ja pacze?”]

-No...śpiewaj-poganiał ją [Megazord, w którego transformowała się czwórka ludzi z poprzedniego zdania].
-Who will I be
  It's up to me
All the never ending possibilities
That I can see
There's nothing that I can't do
Who will I be
Yes I believe
I get to make the future what I want to be
If I can make up any one and know the choice is up to me
Who will I be
[…]
[Nie napisała czyja to piosenka, czyli ją sobie przywłaszcza. Zaskarżmy ją! :D]
[*paczy na ramkę po prawej* To jeszcze cytat czy już plagiat?]
Gdy skończyła spojrzała na siedzących naprzeciwko niej , milczących ludzi [i Housa].
-Kaśka ..-szturchnął mężczyzna siedzącą obok kobietę (…)
[Niiiiiiiijeeee.... Zmieniam imię.]
-Co!?
-Wiesz co robić...[zakopać żywcem!] [Nadziać na widły...?] [Na stos heretyków!]
-Ok.-
Kobieta wyjęła z teczki [łopatę] [PRL'owskie akta] papiery i zaczęła [kopać] kreślić.
-Możesz mi podać swój numer komórki ?
[- Nie trzeba, jedną tylko mamy.]
[- Ale tej, w której przechowujemy ziemniaki?]
[Nie lubię zmieniaków.]
- Eeee tak jasne.
 [Nie podaje się numerów obcym. Chyba, że to przystojny nieznajomy, który właśnie zaprasza cię do kina na „Piękną i bestię”.]

-Dzięki.A jak się nazywasz?

-Demetria Devonne Lovato (…)
[A nie Mary Sue?]
[A ja się ładniej nazywam :D]
[Wiemy.]
-popatrzyła na nią
-Zadzwonimy do Ciebie. -i uśmiechnęła się -Noś telefon przy sobie.:)
[„- Nie C:”]

Dziewczyna kiwnęła na dowidzenia [, lecz Dowidzeń zigorował ją] [A to cham!] i wyszła
Szła ulicą, było już ciemno. Nie dziwota (…)
[, „że jest biała! Matka w oknie ciągle tkwiła, wzrok tylko w śniegu topiła!” – Aleksander Puszkin, „Baśnie rosyjskie”, przekład Wandy Grodzieńskiej, wydanie I, Warszawa 2002].
Była jesień. Dallas zdawało się nie mieć ludu.
[Ludu, mój ludu...]
[...czemuś mnie opuścił...]
Nigdzie nie było żywej duszy.
[Fanaa wszystkie wpieprzyła.]
[A martwe były?]
 Tylko ciche pogwizdywanie wiatru.
-Nareszcie-myślała- nareszcie wyrwę się z tej dziury!!..
I pobiegła do domu. Szczęśliwa ,że może spełnić się jej  największe marzenie.

Następne tygodnie mijały w coraz bardziej męczącej niepewności.
Pytania w głowie czy się dostała czy nie dawały się we znaki
[W głowie pewnie się dostała :D].

Lecz któregoś dnia telefon w jej kieszeni zaczął wibrować i usłyszała swoją piosenkę. [Ustawiła swoją piosenkę jako dzwonek? x.X Chociaż gdyby tak ustawić moje wycie jako budzik...]
[Pomyślałam, co by było gdybym ustawiła swoje... rodzina by mnie zabiła.]
[Ciebie? Ja mam Nyan Cata :D]

Na okienku ukazał się nieznajomy numer ,szybko odebrała i..
-Tak słucham?
-Demetia eee znaczy panna Lovato?

[„- Nie, Kasia. C:”]
Dziewczyna uśmiechnęła się.Nie ktoś pierwszy nie wie jak wymawiać jej imię
[Tak. Faktycznie w ch*j trudne.].
-Tak to ja .W czym mogę pomóc ?
-Chciałam pani przekazać ,że dostała pani role w najbardziej znanym filmie jakim będzie Camp Rock.
[HAHAHAHA. A co to?]
[Pewnie jakiś dokument. Ale bym ręki za to nie dała.]
 Czy mogłabym się z panią spotkać jutro w kawiarni Piss Coffe o 16:00?
[Piss. Coffe. Właśnie padłam, bez odbioru.]
[Czy to dziecko ma świadomość co to znaczy? :D]
[Mam nadzieję, że nie.]

-O rany..ee to znaczy tak. Oczywiście ,że tak.
-Tak więc do zobaczenie.
I się rozłaczyła. Demi myślała ,że padnie tam z wrażenia.
[Mogła to zrobić. Było by szybciej i przyjemniej.]
Szybko zerwała się z łóżka i pobiegła do matki.
-Mamo!!!!!!!!!
[„- Spierdalaj!!!”]
[„Ludzie, którzy używają więcej niż trzech wykrzykników lub trzech pytajników, to osoby z zaburzeniami osobowości" - Terry Pratchett]

-Co się stało córciu?-wystraszyła sie kobieta
-Mamo..zadzwonili..!! Dostałam ją ..Dostała rolę,!!!!
[To ty, czy jakaś ona?]

-AAAAAAAAAAAAAA!! -wykrzyczała starsza.
Pomimo tego ,że była matką czasem zachowywała się jak dziecko.
[Pomimo bycia stołem czasem zachowuję się jak lampa, lecz hier kommt die Sonne, ale ogólnie to mogę zjeść zupę pomidorową, aczkolwiek za burakami nie przepadam. Dysponując owymi informacjami łatwo dochodzimy do wniosku, że misie polarne nie mają w zwyczaju oglądać wiadomości wieczornych w niebieskich kapeluszach.]
[Ivo gusta.]

Zawiesiła ręce na szyi córki [po czym zaczęła ją dusić].
-Kochanie tak się cieszę.!!
[I nie martw się, z siną twarzą ładnie wyglądasz!]

-Mamo! Kocham cię..-i ucałowała ją.
Dziewczyna ledwo wytrzymała do 16 .
Tak więc już o 14 wyszła z domu aby sie nie spóźnić.
[No to chyba nie wytrzymała, a nie „ledwo”.]

-Cześć Demi.Mogę tak do ciebie mówić?
[„- Nie C:”]
Siedząca podskoczyła z przerażenia.
[Faktycznie, imię straszne.]
Obróciła się i ujrzała znajomą twarz kobiety z kastingu.
-Dzień dobry. Tak oczywiście.
-Posłuchaj. Mnie uważnie.
 [Możesz też. Zatańczyć.]
[Proszę, nie. Darujcie mi tego.]
Mam 15 min.
Camp rock będzie nagrywany w Kanadzie .Więc musisz się przygotować na rozłąkę z rodzicami.
Demi poczula ucisk w sercu. Ale Kaśka tego nie zauważyła.
[Mimo, że przecież były zrośnięte tułowiami.]
[Ja nie chcę być zrośnięta tułoooowiem...]

-Wylatujemy z Dallas. Weź ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy.
[Trochę, jak przy deportacji.]
[Jak przy wymarszu do Helmowego Jaru :D]
Tam dokupisz resztę.
-Dobrze.
Kobieta zaczęła się zbierać gdy nagle przypomniało jej się ,że nie powiedziała jej kiedy wylatują.
-AA..jeszcze jedno.. Wyjazd jest za 2 tygodnie.
Do zobaczenia.
[To brzmi jak groźba.]
-Tak do zobaczenia-odpowiedziała bez entuzjazmu.
Kaśka zniknęła (…)
[Pyk! Nie ma mnie :D]
(…) a Demi jeszcze przez chwilę siedziała nieruchomo. Po czym wstała i poszła do domu. [Poruszające.]
[NIE. O. Mój. Boże. O-ona poszła do domu? Tak... po prostu? Palpitacji dostanę!]

W budynku czekała już na nią matka.
-I jak?
[„- OMG, mamo, masakra, w ogóle tego...! No i wiesz, no ten! No i to! I w ogóle! I chuj.”]

-Mamo ..zapomnij..Nigdzie nie jadę.
-Jak to? Rozmyślili się?
[„-Tak, jak mnie obejrzeli już na trzeźwo.”]

-Nie...-usiała przy stole opierając ręce na łokciach.
-To co się stało?
-Ten film będzie nagrywany w Kanadzie. Będę musiała cię zostawić.
-I co?
[- wykazała się znieczulicą jej matka.]

-  Jak to co? (…)
[Budyń.]
[Przecież ja nie znam kanadyjskiego!]
(…) Wiesz ,że tego nie zrobię.
-Demi przestań.Dam sobie rade..
[Czytaj: wypierdalaj w końcu z domu, dziecko.]
[I nie próbuj wracać. Zaraz dzwonię po mojego gacha.]
Dziewczyna spojrzała jej w oczy .Miała w nich łzy i czuła ,że zaraz wybuchnie.
[Będzie KABUM?! :D]
-Ojciec chciałby abyś tam pojechała.-pocałowała ją w czoło i starła łzę spływającą po policzku.
-Dobrze.:)
-Noo...to teraz mów kiedy jest ten wyjazd?
I oby nigdy się nie dowiedziała. Amen.
Oby jak najszybciej i na jak najdłużej.
Alleluja!

[…] – Fanaa. Wpieprzyłabym czekoladę. Alpen Gold. Truskawkową.

[…] - Ivo. Narobiłaś mi smaku na czekoladę. W ogólności.
[…] Sphinix

 
;