piątek, 24 grudnia 2010 13 komentarze

Gód ivning, lejdis en dżentelmen.

 Wesołych Świąt!
Oto i pierwsza analiza. 

Twór poniżej pochodzi o stąd:

Co z tego, że odcinek aŁtorka zamieściła 30 lipca 2009. 
"Trzeba się bawić, Achillesie."

***

- Cóż, wygląda na to, że to już koniec - rzekł Kaname do Yuuki, kiedy opuszczali akademię.
[Koniec? Ojej…szybko poszło… <otwiera szampana>]
- Koniec czego? - spytała niepewnie dziewczyna.
- Wszystkiego. Krótko mówiąc, skończyło się nasze życie w murach tej pomylonej akademii.
- Ach, tak. Mam nadzieję, że nie będziemy mieli powodów tu wracać. To miejsce nosi zbyt wiele wspomnień.
[To mu musi być ciężko.]
-Nie wrócimy tu - rzekłszy to, Kaname delikatnie pocałował siostrę w policzek. 

[Fuj. Obślinił ją.]
Dziewczyna lekko się zarumieniła i uśmiechnęła się.
- Cieszę się, że wracamy do domu. Gdyby nie Zero, nie mielibyśmy tej możliwości.
Kaname skrzywił się, słysząc te słowa.
[Jeeeej…krzywy Kaname...]
 Jego nienawiść do Zero jeszcze niezgasła
["Niezgasła”…czyli, że jaka?]
 i nie było szans, by to uczucie się zmieniło. Był zadowolony, że może go już nigdy nie zobaczyć, aczkolwiek wiedział, że Yuuki nie cieszy się z tego powodu tak, jak on.
[„Wara od moej kobety rzaló!”]
   Rodzeństwo oddalało się coraz bardziej od bramy szkoły. Akademia, w której spędzili tyle pięknych chwil, najpiękniejszych w ich życiu,
[…choć przed chwilą była pomylona i źle wspominana...]
 nagle stała się dla nich zupełnie obca i niedostępna.
[Tutaj miała miejsce transformacja.]
 Po pokonaniu Rida, [Aaa! Dziki przecinek!] Yuuki odzyskała upragniony spokój, którego nie zaznała przez wiele lat, [Rido już nie wydzwania po nocach („Gdzie jest kurwa moja kasa?!”)] a Kaname odzyskał siostrę. Swoją prawdziwą siostrę, czysto krwistą księżniczkę, którą była Yuuki.
 […wcześniej była cyborgiem.]
   Niedługo potem,
[Ty chyba lubisz te małe kropki z ogonkiem, co?]
zauważyli trzech uczniów z Nocnej Klasy, Rukę, Aidou i Akatsukiego.
[Ci inni trzej to bezimienni. Tak sobie tam łazili, dorabiali na czarno.]
  Gdy tylko Kaname i Yuuki podeszli do nich, Ruka rzekła do niego.
[Czytaj: Ruka stała się rzeką i wpadła do Niego.]
- Nie jesteśmy twoimi narzędziami. Dlatego pójdziemy z wami, czy tego chcesz, czy nie.
- Róbcie, co chcecie - odrzekł Kaname obojętnym tonem i ruszył dalej.
[„Jeztem zaebysty!” – dodał po chwili namysłu.]
  Akatsuki nagle poniósł walizkę stojącą na ziemi i uniósł ją na wysokości głów Aidou i Ruki.
[To znaczy uniósłby, gdyby mieli głowy... 
...przepraszam.]
 Oboje równocześnie chcieli ją chwycić, ale tylko stuknęli się głowami.
[…których nie mieli…]
 Zaczęła się awantura. Nie było to nic poważnego,
 [Taka niepoważna, ale awantura!]
kłócili się tylko o to, które z nich szybciej chodzi.  Akatsuki tylko westchnął
[„Aaahh…grrr…ohhhh…ooo…” no ŻYCIA TROCHĘ!] i poszedł za spierającą się parką. [Uhuuu, śledził ich!]
   Sprzeczka i przeganianie się trwały całą drogę. Kaname w końcu nie wytrzymał i uderzył Aidou w twarz, (...)

[So gay.] 
(...) co nie było dla niego, ani nikogo z towarzyszy żadną nowością.
[Matsuri Hino przewraca się w gr…a nie, sory, ona żyje…]
- Auć! - zawołał Aidou - Czemu zawsze traktujesz mnie w ten sposób?!
- Ponieważ sobie na to zasłużyłeś.
[„...a ija…jesdem zayebysty!”]
- A Ruka?! - Aidou był coraz bardziej rozwścieczony.
- Kaname nigdy nie uderzyłby dziewczyny - zawołała Ruka.
[Ona jeszcze nie wie.]
 Kaname popatrzył na nią groźnie.
- Ciebie też się to tyczy.
[Najwyraźniej nie uznaje jej za dziewczynę.]
Dziewczyna w odpowiedzi spuściła głowę, a Aidou mówił coś do Akatsukiego, pocierając dłonią policzek.
[Pewnie się spowiadał.]
  Zaczynało się ściemniać. W końcu ku oczom wszystkich ukazała się wspaniała willa, należąca do rodziny Kuranów.
[Willa ta zmierzała ku nim…była coraz bliżej…i bliżej…aż w końcu pierdolnęła w płot.]
- Ładnie mieszkali czystko[?!] krwiści- rozmarzył się Akatsuki - I oto powrócili w dawne progi.
[„No…no…no tak…a teraz do piwnicy.”]
-I możliwe, że nie tylko czysto krwiści - rzekła po chwili Yuuki.Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Jednak Ruka zrozumiała, o co jej chodzi.
[I Ty TEŻ możesz mieć w domu superdziecko!]
- Chcesz, żebyśmy z wami... zamieszkali?
[>>PIWNICA <<]
Yuuki skinęła głową i popatrzyła błagalnym wzrokiem na brata.
- Nie mam nic przeciwko - zaczął po chwili milczenia - Ale jeśli byście chcieli, to możecie zostać.
["...albo nie. Won."]
Ruka,Aidou i Akatsuki zdumieli się. Nie spodziewali się takiej propozycji. Mieszkać z czysto krwistymi to przecież wielki zaszczyt. Największy zaszczyt, jaki w życiu ich spotkał.
[Bo przecież w Akademii spali na dworze.]
- To bardzo miło z twojej strony, Kaname - odezwała się Ruka - To jak, chłopaki? Zostajemy?
[<Kaname> „NIJJJJEEEEEEEEEEEEE, nosz kurrrrwa!!!”]
- Nie wiem, czy możemy - zaczął Aidou - Akatsuki, przecież nie wiemy, jak zareaguje na to mój ojciec.
[Będzie wpierdol.]
-Ale sam mu mówiłeś, że po studiach już nie wracamy do domu -odparł Akatsuki zdziwiony. Aidou w końcu przyznał mu rację i postanowił,że jednak zostanie. Ale jego ojciec koniecznie musiał o tym wiedzieć.
[To był warunek zdjęcia Aidou kagańca.]
  Kuzyni zgodzili się ze sobą i po urządzeniu się w pokojach, Akatsuki od razu chwycił komórkę.
 Z rozmowy można było wywnioskować, że wszystko jest w porządku.
- Ojciec nie był specjalnie zachwycony
[Rzeczywiście, w porządku.]
 -zaczął Akatsuki, gdy się rozłączył - ale przyznał, że ''jego syn jest już dorosły i ma prawo sam zadecydować o swojej przyszłości''.
[Jego syn to ciota.]
- Tak powiedział?? - Aidou nie mógł uwierzyć własnym uszom - Czy na prawdę uważa, że 17 lat, to...
- Pewnie tak
[Ma cię dość i tyle :D]
- Akatsuki roześmiał się - Tylko twoja siostra, Tsukiku, bardzo się ucieszyła, że nie wracasz.
[PODSLUCHIWAŁA?! To tak się vampajry wychowuje?! 
Błąd w imieniu pominę. Ups, nie udało mi się.]
- Tego się po niej nie spodziewałem - Aidou się załamał
 [Zrobił palcami trójkątny nawias i powiedział „Z@Ł@m@|\|yYy.! <3”?] 
- Chociaż ma rację. Byłem okropnym bratem!
[Wieszał ją za kciuki.]
   Po chwili oboje wybuchli [O_O] głośnym śmiechem.
[Heh. Kciuki. A to dobre. Masz łeb, kuzyn.]
 Nawet nie zauważyli, kiedy w drzwiach ich pokoju stanęła Ruka.
- Widzę, że humor wam dopisuje. Można wiedzieć, z czego tak się śmiejecie?
[„Z kciuków.”]
-Czy to źle, kiedy jest się szczęśliwym?
[Dla emo – jak najbardziej.]
 - Akatsuki nadal nie mógł się uspokoić, a Aidou po słowach kuzyna, ze śmiechu zalał się łzami.
- Boże [!], z wami to nie da się pogadać! - rzekła obrażona dziewczyna
[…która miała widzenie…]
 i odeszła.
[Do Boga.]
  Postanowiła się trochę pokręcić po domu.
[…bożym.]
 Szła długim, ciemnym korytarzem, gdzie na ścianach wisiało mnóstwo pięknych obrazów z różnych pokoleń rodziny Kuranów.
[Wiedziałam, że coś z nimi nie tak. Co ich portrety robią w Raju?
Co Ruka robi w raju?]
Nie rozpoznawała żadnej z postaci widniejących na zdjęciach.
[Tak, to dziwne.]
   Nagle jej uwagę przykuł mały obrazek, wiszący na końcu korytarza. Przedstawiał czteroosobową rodzinę. Na krześle siedziała piękna kobieta, trzymająca w rękach małą dziewczynkę. Tuż przy niej stał mężczyzna, który uśmiechał się delikatnie do dziecka.
[pedo fejs?]
 Przy nim chłopiec. Nieco starszy od dziewczynki. Ruka miał wrażenie, że już go gdzieś widziała.
[W czyśćcu.]
- Czy mi się wydaje, czy to...
- Tak, Ruka -dziewczyna usłyszała za sobą znajomy głos.
[o.O
Bóg…?]
 Obejrzała się i dostrzegła uśmiechającego się Kaname.
[I teza o Raju poszła się...]
 Podszedł do niej i również patrzył na obrazek.
- Kaname? - Ruka chciała się upewnić, czy wszystko jest aby w porządku.
[…ale NIE BYŁO! MWAHAHAHAA!]
-Kiedy byłem mały, zawsze lubiłem na niego patrzeć. Przepełnia go ciepło i radość, jakich nie czułem od wielu lat.
[Jak był mały, też nie czuł ich od wielu lat. Eh, ta długowieczność…]
 Jest to moja jedyna pamiątka po rodzicach.
[I co z tego?]
- Więc ten obrazek przedstawia Yuuki, twoich rodziców i... ciebie
[„Nie. Był w zestawie z ramką.”]
- Ruka spojrzała na Kaname. Nie dziwiła mu się, kiedy wspomniał o cieple, które jego zdaniem płynie z obrazka. Czuła dokładnie to samo, kiedy spojrzała na niego po raz pierwszy.
[Ci Chińczycy to wszystko wymyślą…  podgrzewane ramki!]
 Wielka radość przepełniała jej serce, które zaczęło bić szybciej. Nawet nie zauważyła, jak po jej policzku spływa ciepła łza. Kiedy się zorientowała, szybko starła ją rękawem swetra, by Kaname nie zauważył, jak bardzo się wzruszyła.
[Co z tego, że on by już sobie poszedł.]
 Lecz jednak ją dostrzegł i uśmiechnął się do dziewczyny.
- Nie ma się czego wstydzić, moja droga. Nawet mi nieraz to się zdarzyło.
[„…a’e ja i tak byem zaebysty!” 
I powinno być „MNIE”. Rzal się, aŁtorko.]
-To jakaś magia...- Do oczu dziewczyny znowu napłynęły łzy. Tym razem nie próbowała ich powstrzymywać. Więc schowała głowę w dłoniach i rozpłakała się. Płakała długo i cicho, by nikt jej nie usłyszał.
[I znowu ktoś robi z niej ciotę.]
  Kiedy podniosła głowę, by sprawdzić, czy Kaname cały czas jest przy niej, okazało się, że już go nie było.Nie zauważyła, kiedy ją zostawił.
 [Miałam rację. Poszedł grać w Tibię.]
W końcu postanowiła pójść już do swojego pokoju. Myśli o przepięknym obrazku nie dawały jej spokoju. Cały czas widziała te uśmiechnięta twarze ze zdjęcia. To ją uspokajało i zapomniała o wszelkich troskach, jakie ją prześladowały.
["Medżik Pikczer, odcinek 1237686521, 7"]
Zamknęła oczy i powiedziała do siebie.
[ I nigdy, nigdy nie dowiemy się, co powiedziała, ponieważ pojawia się tutaj KROPKA? DLACZEGO JA?! DLACZEGO JAKAŚ KROPKA MA MNIE PRZEZWYCIĘŻYĆ?!]
- Kaname miał rację. Obrazek przepełnia radość i ciepło..
[<W tle „She Talks to Angels”>]
 
;