czwartek, 7 lipca 2011 3 komentarze

"I didn't know I was pregnant." i Książę Bez Aparatu


Cukierkowo - kolorowe my [Fanaa, Ivorena, Sphinix] mamy zaszczyt zaprezentować pierwszą wspólną analizę. Opowiadanie analizowane zawiera elementy groteski, humoru oraz baśni i pochodzi z bloga, którego adres przynosi hańbę naszemu własnemu.
Oto i adres analizowanej notki:
 Już widoczny w adresie tytuł notki zaskakuje oryginalnością, nieprawdaż?
To jedziemy:




***
Spojrzałam na niego i tylko jedna myśl mi się nasuwała: "O, Boże ale ciacho!
 [Z głodu zjadłam przecinek?]
[Ja bym wolała zjeść ciacho. O ile nie jest z kotka.]
[Od dzisiaj mam uraz psychiczny do ciasteczek.]
 

Żywy bóg piękna i mądrości zarazem!"
[Aż szkoda jeść.]
[A martwego boga byś zjadła? <wow>]
[Ej! To ja tu jestem Bogiem! Jakieś ciastko mi fuchę rąbnęło. Uraz się pogłębia -.-]
 
Potem zaraz moje rozmyślenia nad księciem z bajki przerwał mi głos jakiegoś niższego chłopaka też blondyna tyle, ze z aparatem na zębach.
[W sumie, to wszyscy blondyni wyglądają tak samo. Kolejny przecinek unicestwiony, z głodu zapewne.]
[Co to są 'rozmyślenia'? Rozmyślania to kojarzę, ale tego to już nie. Niedokształcona jestem widocznie. Ej, a czy książę nie mógłby mieć aparatu na zębach? Tak dla niepoznaki?]
[Może jeszcze chowa białego rumaka pod łóżkiem?]
 
- Bawicie się w chowanego? - popatrzyłam na niego, na swoje nowe rurki.
[„Czy to możliwe, żeby wyglądał w nich lepiej, niż ja?!”;]
[Oj tam, ona popatrzyła na rurki, które dopiero co zwinęła z jednego skupu złomu, aby sprzedać je w następnym :)] 

 Jakbym wiedziała czym to się skończy.
[Pewnie wyląduje w takiej ciasnej, drewnianej…A TY CO ROBISZ Z TYMI WIDŁAMI?!]
[Co? Jakimi widłami? To jest trójząb!!] 
[A ja mam kosę! Gdzieś tam...]

Gdy chcę się przybić jeden mnie popchnie w błoto i mama się na mnie wścieknie.
[Gdy chcę Cię zrozumieć coś popchnie mnie w nicość i mama się krzyczy, że mam wyjąć tę mysz z jej obiadu.]
[Kąpiele błotne podobno wygładzają skórę i zapobiegają celluitowi :)]
[Ale przecież sobie rurki pobrudzi! Jak możecie być takie nieczułe?]
 
- No jasne! - odpowiedziała moja kumpela nie zdając sobie sprawy z tego co myślę, a podobno ona wie o ludziach wszystko! - Ale ja nie kryję.
[Tak, wiele nastoletnich dziewczynek wie o ludziach wszystko. Ale ta jest gorsza, bo nie czyta w myślach.]
[Och, nieszczęsna.]
[Przygotuję sobie paczkę chusteczek i pochlipię trochę potem.]
[Dobrze.]


Chyba byłam wkurzona tak mocno, że aż zrobiłam dziwną minę,
[V Symfonia Beethovena…w końcu rzadko kto wygląda na wkurzonego będąc wkurzonym!]
[Kiedy ja się wkurzam wyglądam przyjemniej niż normalnie :D]

 ale w końcu będę się bawić z obiektem moich westchnień.
[Ojej. A w co?!]
[W chowanego, nie czytasz uważnie! Ciekawe tylko kogo w co będą chować...] 
 
Czy coś może być wspanialszego?
[Może: kisiel, maciejka, Bach, msze żałobne, walenie łopatą po głowie…umiejętność prawidłowego wypowiadania się…;]
[Ja.]
[Zniesienie limitu z Megavideo?]

Tak, żeby powiedział do mnie dwa proste słowa typu: Kocham Cię 
[Co z tego, że widzę go pierwszy raz w życiu!] 
[Wiesz, to jest miłość od pierwszego spojrzenia na rurki <3]
[Bo rurki powiedzą ci wszystko o człowieku!]

- nic więcej nie pragnę usłyszeć z jego ust.  
[Może to zbyt wiele, ale ja bym chciała, żeby się jeszcze przedstawił.]
[Nie wierzę! Jak możesz być taka wymagająca?]

 - Jeden, dwa, trzy, cztery... - usłyszałam od osoby z aparatem na zębach.
[Której nie dali imienia, bo ma aparat i to wystarczy.]
[Och, w każdej powieści musi być nutka tajemnicy.]
 
 - Kaśka, na co ty czekasz? [Dlaczego ona ma na imię tak jak ja?! T.T] Chowaj się! [A bardzo chętnie.] - dobiegło do mnie [galopem].
Po raz pierwszy wiedziałam, że muszę być bardzo, bardzo... sztuczna. 
[Czy plastik może być bardziej sztuczny, niż jest? Nie, żebym coś sugerowała...]  

Wiem, że taka być nie powinnam, ale jak miałam mu zaimponować? 
[„Muszę udawać, że jednak mam nos!”;]
[Zaimponować mogłaś następująco: z iście kozacką fantazją wywinąć trzy gwiazdy, zrobić potrójny piruet z wyskoku, zatańczyć oberka, a na koniec z gromkim „Heeejj!” wykonać potężny zamach ciupagą.] 

 Albo to albo rezygnacja z bycia dziewczyną kogoś takiego.
[Nie weźmie dziewczyny bez nosa?] 
[Nie, bo kojarzy mu się Tomkiem Riddle, a on mu wymazuje wpisy w pamiętniku.] 

Chwile mijały nie ubłaganie 
[były tak nieubłagane, że napisały się rozdzielnie]
[To takie smutne. Będę płakać!] 

zanim się obejrzałam była już godzina 13.00.  Musiałam niechętnie podreptać do domu.
[Musiała to zrobić niechętnie. Biedna.] 
[Jak nie chciała dreptać to mogła pobiec.]
 
- Już idziesz? - zapytał mnie obiekt moich badań.
["Mimo otwartego serca i podłączonych do niego elektrod."] 
[Sekcja zakończona niepowodzeniem, pacjent nie umarł!]
[A wystarczyło siekierką w łeb…] 

- Tak szybko? 
[„ZSZYJ MNIE NAJPIERW!!!”;]
[„Nie umiem, na mąkę skleję.”]

 - Szybko? Ty weź się puknij w łeb. Muszę wyjść z psem.
[„Rzal. Każdy chyba wie, co i kiedy muszę ://”;]
 
Czy to padło z moich ust? Jestem kompletną idiotką!
[Nie, no co ty.]
 
[Aj, gdzie tam, ja to powiedziałam.]
[To może być pierwszy objaw rozdwojenia osobowości bądź schizofrenii.]

 - Ty też masz psa? Jaka rasa? 
[„Co cię to obchodzi, zoofilu?!”;] 
[„Bo wiesz... Chciałbym spróbować z każdą rasą...”]

 - Owczarek Niemiecki. 
[Och. Czyżby sentyment do Niemców?] 
[Ona lubi Wursty.] 
[To my po to kraj przed Niemcami bronili, żeby teraz sobie jakaś ałtoreczka psa niemieckiego sprowadzała? Wrr…]

A czemu pytasz?
Czułam, że się uśmiecham i widziałam, że bawię się włosami. Bomba!
[To mushee być miłoszcz.] 
[Którymi włosami?]
[Ale gdzie ta bomba? Szybko wybuchnie? Niech będzie dużo ofiar, proooszę!]

 - A nic. To do zobaczenia! - powiedział tak od niechcenia.
[E. Tho jednak nije miłoszcz. 
[No co ty, on jest tsundere! >.<]

Zaczęłam iść do tego głupiego domu.
[JAK CI NIE PASUJE POSIADANIE DOMU TO ODDAJ SWÓJ POKÓJ BEZDOMNEMU I ZAMIESZKAJ POD MOSTEM, ROZPIESZCZONY BACHORZE, AGHGHFHGAFFAFHSFA…Już mi lepiej.] 
[...] 
Gdy już byłam zdjęłam buty. 
[Nie obchodzi mnie to :)] 
[Musiała się pochwalić, że stać ją na buty.]
[Bo chodzenie w butach jest cool.]
  
Pies powitał mnie bardzo radośnie jakby mnie nie widział przez najbliższy miesiąc.
[Bo to jest superpies i podróżuje w czasie!] 
[Ona po prostu miała ze sobą Wursty.]
[Może miał nadzieję, że jak teraz ją wymęczy, potem będzie miał spokój?]  

Weszłam po schodach na górę wyjęłam z szuflady pamiętnik, nieużywany już od dawna. Zaczęłam pisać w ten sposób: [Pisać można w końcu na różne sposoby.]
   Dzisiaj to chyba najlepszy dzień w moim życiu. [Dzisiaj to chyba mój też. Był.] Poznałam osobę imieniem Kuba.
 [Skąd ona wie, jak ten biedny człowiek ma na imię?! Tabliczka z danymi wisiała mu u szyi, czy jak? Poza tym, dlaczego on ma na imię jak...?!] Nieważne.] Spodobał mi się i wiem, ze nie spocznę na tym, że będę się gapić na niego [Biedny chłopiec. Ale w sumie robię tak samo.] i nie przejdę do czynów. 
 Zaczynam działać. 
[To przechodzisz do czynów, czy nie?] 
[Ona po prostu przed przejściem do czynów zacznie działać. Bardzo logiczne, czyż nie?]

Chcę, żeby mnie przytulał, pomagał, doradzał, całował i wszystko co tylko możliwe. 
[Ale perwersja.] 
[Uuuu... :D]
[Tylko proszę nie przesadzić z opisywaniem tego. Lubię resztki mojego zdrowia psychicznego.] 

Gdybym tylko mogła być jego dziewczyną. dała bym za to wszystko. 
[Na przykład…nauczyłabyś się pisać po polskiemu?] 
[Nawet psa i rurki by za to oddała!] 

Mam jedno życzenie i błagam, żeby się ono spełniło!...
[Miłość od pierwszego wejrzenia! Jak w Afganistanie!] 
[W Afganistanie to od pierwszego postrzału...]
[Lub od pierwszego wybuchu miny?]

Nie wiedziałam w sumie co napisać, 
[Bo jesteś nudna.] 
[Trzeba było nie pisać.]
a musiałam skończyć, bo do mojego pokoju po raz drugi weszła Zuzka. [Oryginalne zdrobnienie. O „Zuźce” słyszałam, o „Zuzce” jeszcze nie.]
 - Cześć młoda. powiedz rodzicom, że mnie dzisiaj w nocy nie będzie. [Zuzka była tak wyluzowana, że nawet mówiąc nie dbała o interpunkcję, o pisowni wielkich liter nie wpominając] Zgoda?
 
- A co ja będę z tego mieć? 
[Pf. Możesz sobie być zła, chciwa i podstępna i tak cię nie polubię.]
[Pierdolona materialistka.]
[Materializm to grzech. Błądzisz dziecko, błądzisz…]
 
- 5 zyli, pasi? 
[*.* żeeelkiii!!!] 
[Mały słowniczek ortograficzny z podstawami polskiej pisowni! <3]
 
- 5 zł i kilka odpowiedzi na moje pytania.
 - Zgoda. Tylko tak [Tylko nie!] jestem u koleżanki, Olki . Urządzamy imprezę, zrozumiano? 
[Rodzice się ucieszą.]
[Będzie melanż ^^]
[Umc, umc, umc!]

 - Owszem, a tak na prawdę idziesz do chłopaka. 
[Oo! Będzie seks!] 
[Ułouło! Rób zdjęcia!]

 - Nie twój interes. [„Jak to nie? A to 5 zł(otych)?”]
Położyła na moim biurku pięć złoty[ch?] i trzasnęła drzwiami jak to zazwyczaj robi. [Każdy ma prawo przeżywać swój okres buntu tak długo, jak chce!] Położyłam się na łóżku. Zamyśliłam się o chłopaku, którego poznałam.
 
[„Zamyśliłam się o..” - coś mi tu zgrzyta.]
[Mi zgrzyta, że istota o inteligencji rośliny była zdolna myśleć.]

Próbowałam o nim nie myśleć i z tego powodu wzięłam z półki dawno przeczytany Zmierzch. 
[Rozumiem, że ta książka jest częścią jej życia do tego stopnia, iż cudzysłów stał się zbędny, jednak osobiście nie przepadam za Żeromskim.] 
[Ja również. Styl Żeromskiego ani trochę nie przypadł mi do gustu.] 
To nic nie pomogło. 
[Dziwne. Przecież to taka ciężka lektura!] 
[O ile to faktycznie Żeromski, to mi nawet by zaszkodziło. Jeśli to nie ten „Zmierzch” - tym bardziej.]
[Skomentuję to jedynie cierpiętniczym westchnięciem.]

Nie mogłam wyjść z domu, bo za chwilę będzie obiad więc zaczęłam się zamyślać[„Zamyślałam się znów i znów…Takie ‘łubudu, łubudu’!”;] co mam powiedzieć przy następnym spotkaniu mojemu księciu. 
[„Aaaahahahahhahahaaa, widziałam twoje majtki, aaahahahhaa” – polecam, sama praktykuję!] 
[Ja zawsze mówię: „Hej, co słychać?”. Może mało oryginalne, ale przynajmniej odpowiada. Aczkolwiek nie jest księciem.] 

Nic nie przychodziło mi do głowy. Dlatego też sięgnęłam po ćwiczeniówkę z matmy. Niestety nic nie było zadane, 
[To przykre.]
[O mój Boże! Jak tak można skrzywdzić biedne dziecko? Potem musi odreagowywać na czytelnikach…]

a jedyne zadanie, które było - odrobiłam. [„Nic nie było, ale to co było, to tak jakby, no, już tego nie było!”;] Wyszłam na dwór. Zaczęłam bawić się z moim ukochanym psem Dorą i swoim oczom nie wierzyłam! Stanęłam jak wryta! Przede mną, ulicą spacerowali sobie: moja siostra,
[„Będę spacerować wokół domu, ale powiedz rodzicom, że wcale tego nie robię”] 
[Oj, to ja chciałam to napisać!]
 jej (chyba) chłopak i dziecko w  wózku! [Ulicą to tak niebezpiecznie trochę…;] Czy moja siostra... czy ona ma dziecko? 
[I nikt nie zauważył! Dobra jest!] 
[Dobrze się maskowała. „Mamo, ja nie jestem w ciąży, to tylko takie boczki o zimie~!”]
[Albo kupiła od ruskich na bazarze.]

***
A więc tak rozdział pierwszy był nudny, wiadomo jak to początki. 
[Ja tam się ubawiłam.] 
[Ja też, głównie twoimi komentarzami.] 
Dlatego chciałabym, żebyście nie oceniali mnie po nim, bo ja się dopiero rozkręcam.
[NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!] 
[Przeciez byłam grzeczna T.T]
[Trzeba przygotować zapas melasy.] 
A szczerze powiedziawszy ten też nie jest taki WoW, ale chyba już w czwartym zacznie się dziać tyle, że na prawdę [?!] szok. [Ja JUŻ przeżyłam szok. NAPRAWDĘ.]
[W kolejnych rozdziałach chłopiec w okularach okaże się prawdziwym księciem, zaś pan z rurkami jedynie marnym uzurpatorem, domniemane dziecko siostry przemówi głosem Saurona, pies zdradzi swoją prawdziwą postać („OMG! Mój pies to jednak kot!”) a rodzice pojadą na edukacyjną wycieczkę do Korei Północnej. Ale to dopiero początek!] 
[Może atak zmutowanych kaloryferów? To by było ciekawe.]
Zaskoczyliście mnie tym, że podczas dwóch dni weszło tutaj aż 36 osób. [Ju ar rokstar!] Dziękuje :* [Oł, hał $Łit.] W każdym bądź razie [„jęz., ndst.” – powiedziałaby moja polonistka imieniem Stefan] macie pomysły co zrobi Kasia w następnym rozdziale? 
[POGO!] 
[Jeśli chodzi o mnie to możliwe, że poddam się w połowie i ucieknę z głośnym krzykiem.]  
Coś wam się nie podoba [Wymieniać wszystko?] , coś zmienić? [To było pytanie retoryczne?] Informować was o notkach? [Nie.] Napisz.

[…] Faana
[…] Ivorena
[…] Sphinix


Endżoj it.

piątek, 24 grudnia 2010 13 komentarze

Gód ivning, lejdis en dżentelmen.

 Wesołych Świąt!
Oto i pierwsza analiza. 

Twór poniżej pochodzi o stąd:

Co z tego, że odcinek aŁtorka zamieściła 30 lipca 2009. 
"Trzeba się bawić, Achillesie."

***

- Cóż, wygląda na to, że to już koniec - rzekł Kaname do Yuuki, kiedy opuszczali akademię.
[Koniec? Ojej…szybko poszło… <otwiera szampana>]
- Koniec czego? - spytała niepewnie dziewczyna.
- Wszystkiego. Krótko mówiąc, skończyło się nasze życie w murach tej pomylonej akademii.
- Ach, tak. Mam nadzieję, że nie będziemy mieli powodów tu wracać. To miejsce nosi zbyt wiele wspomnień.
[To mu musi być ciężko.]
-Nie wrócimy tu - rzekłszy to, Kaname delikatnie pocałował siostrę w policzek. 

[Fuj. Obślinił ją.]
Dziewczyna lekko się zarumieniła i uśmiechnęła się.
- Cieszę się, że wracamy do domu. Gdyby nie Zero, nie mielibyśmy tej możliwości.
Kaname skrzywił się, słysząc te słowa.
[Jeeeej…krzywy Kaname...]
 Jego nienawiść do Zero jeszcze niezgasła
["Niezgasła”…czyli, że jaka?]
 i nie było szans, by to uczucie się zmieniło. Był zadowolony, że może go już nigdy nie zobaczyć, aczkolwiek wiedział, że Yuuki nie cieszy się z tego powodu tak, jak on.
[„Wara od moej kobety rzaló!”]
   Rodzeństwo oddalało się coraz bardziej od bramy szkoły. Akademia, w której spędzili tyle pięknych chwil, najpiękniejszych w ich życiu,
[…choć przed chwilą była pomylona i źle wspominana...]
 nagle stała się dla nich zupełnie obca i niedostępna.
[Tutaj miała miejsce transformacja.]
 Po pokonaniu Rida, [Aaa! Dziki przecinek!] Yuuki odzyskała upragniony spokój, którego nie zaznała przez wiele lat, [Rido już nie wydzwania po nocach („Gdzie jest kurwa moja kasa?!”)] a Kaname odzyskał siostrę. Swoją prawdziwą siostrę, czysto krwistą księżniczkę, którą była Yuuki.
 […wcześniej była cyborgiem.]
   Niedługo potem,
[Ty chyba lubisz te małe kropki z ogonkiem, co?]
zauważyli trzech uczniów z Nocnej Klasy, Rukę, Aidou i Akatsukiego.
[Ci inni trzej to bezimienni. Tak sobie tam łazili, dorabiali na czarno.]
  Gdy tylko Kaname i Yuuki podeszli do nich, Ruka rzekła do niego.
[Czytaj: Ruka stała się rzeką i wpadła do Niego.]
- Nie jesteśmy twoimi narzędziami. Dlatego pójdziemy z wami, czy tego chcesz, czy nie.
- Róbcie, co chcecie - odrzekł Kaname obojętnym tonem i ruszył dalej.
[„Jeztem zaebysty!” – dodał po chwili namysłu.]
  Akatsuki nagle poniósł walizkę stojącą na ziemi i uniósł ją na wysokości głów Aidou i Ruki.
[To znaczy uniósłby, gdyby mieli głowy... 
...przepraszam.]
 Oboje równocześnie chcieli ją chwycić, ale tylko stuknęli się głowami.
[…których nie mieli…]
 Zaczęła się awantura. Nie było to nic poważnego,
 [Taka niepoważna, ale awantura!]
kłócili się tylko o to, które z nich szybciej chodzi.  Akatsuki tylko westchnął
[„Aaahh…grrr…ohhhh…ooo…” no ŻYCIA TROCHĘ!] i poszedł za spierającą się parką. [Uhuuu, śledził ich!]
   Sprzeczka i przeganianie się trwały całą drogę. Kaname w końcu nie wytrzymał i uderzył Aidou w twarz, (...)

[So gay.] 
(...) co nie było dla niego, ani nikogo z towarzyszy żadną nowością.
[Matsuri Hino przewraca się w gr…a nie, sory, ona żyje…]
- Auć! - zawołał Aidou - Czemu zawsze traktujesz mnie w ten sposób?!
- Ponieważ sobie na to zasłużyłeś.
[„...a ija…jesdem zayebysty!”]
- A Ruka?! - Aidou był coraz bardziej rozwścieczony.
- Kaname nigdy nie uderzyłby dziewczyny - zawołała Ruka.
[Ona jeszcze nie wie.]
 Kaname popatrzył na nią groźnie.
- Ciebie też się to tyczy.
[Najwyraźniej nie uznaje jej za dziewczynę.]
Dziewczyna w odpowiedzi spuściła głowę, a Aidou mówił coś do Akatsukiego, pocierając dłonią policzek.
[Pewnie się spowiadał.]
  Zaczynało się ściemniać. W końcu ku oczom wszystkich ukazała się wspaniała willa, należąca do rodziny Kuranów.
[Willa ta zmierzała ku nim…była coraz bliżej…i bliżej…aż w końcu pierdolnęła w płot.]
- Ładnie mieszkali czystko[?!] krwiści- rozmarzył się Akatsuki - I oto powrócili w dawne progi.
[„No…no…no tak…a teraz do piwnicy.”]
-I możliwe, że nie tylko czysto krwiści - rzekła po chwili Yuuki.Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Jednak Ruka zrozumiała, o co jej chodzi.
[I Ty TEŻ możesz mieć w domu superdziecko!]
- Chcesz, żebyśmy z wami... zamieszkali?
[>>PIWNICA <<]
Yuuki skinęła głową i popatrzyła błagalnym wzrokiem na brata.
- Nie mam nic przeciwko - zaczął po chwili milczenia - Ale jeśli byście chcieli, to możecie zostać.
["...albo nie. Won."]
Ruka,Aidou i Akatsuki zdumieli się. Nie spodziewali się takiej propozycji. Mieszkać z czysto krwistymi to przecież wielki zaszczyt. Największy zaszczyt, jaki w życiu ich spotkał.
[Bo przecież w Akademii spali na dworze.]
- To bardzo miło z twojej strony, Kaname - odezwała się Ruka - To jak, chłopaki? Zostajemy?
[<Kaname> „NIJJJJEEEEEEEEEEEEE, nosz kurrrrwa!!!”]
- Nie wiem, czy możemy - zaczął Aidou - Akatsuki, przecież nie wiemy, jak zareaguje na to mój ojciec.
[Będzie wpierdol.]
-Ale sam mu mówiłeś, że po studiach już nie wracamy do domu -odparł Akatsuki zdziwiony. Aidou w końcu przyznał mu rację i postanowił,że jednak zostanie. Ale jego ojciec koniecznie musiał o tym wiedzieć.
[To był warunek zdjęcia Aidou kagańca.]
  Kuzyni zgodzili się ze sobą i po urządzeniu się w pokojach, Akatsuki od razu chwycił komórkę.
 Z rozmowy można było wywnioskować, że wszystko jest w porządku.
- Ojciec nie był specjalnie zachwycony
[Rzeczywiście, w porządku.]
 -zaczął Akatsuki, gdy się rozłączył - ale przyznał, że ''jego syn jest już dorosły i ma prawo sam zadecydować o swojej przyszłości''.
[Jego syn to ciota.]
- Tak powiedział?? - Aidou nie mógł uwierzyć własnym uszom - Czy na prawdę uważa, że 17 lat, to...
- Pewnie tak
[Ma cię dość i tyle :D]
- Akatsuki roześmiał się - Tylko twoja siostra, Tsukiku, bardzo się ucieszyła, że nie wracasz.
[PODSLUCHIWAŁA?! To tak się vampajry wychowuje?! 
Błąd w imieniu pominę. Ups, nie udało mi się.]
- Tego się po niej nie spodziewałem - Aidou się załamał
 [Zrobił palcami trójkątny nawias i powiedział „Z@Ł@m@|\|yYy.! <3”?] 
- Chociaż ma rację. Byłem okropnym bratem!
[Wieszał ją za kciuki.]
   Po chwili oboje wybuchli [O_O] głośnym śmiechem.
[Heh. Kciuki. A to dobre. Masz łeb, kuzyn.]
 Nawet nie zauważyli, kiedy w drzwiach ich pokoju stanęła Ruka.
- Widzę, że humor wam dopisuje. Można wiedzieć, z czego tak się śmiejecie?
[„Z kciuków.”]
-Czy to źle, kiedy jest się szczęśliwym?
[Dla emo – jak najbardziej.]
 - Akatsuki nadal nie mógł się uspokoić, a Aidou po słowach kuzyna, ze śmiechu zalał się łzami.
- Boże [!], z wami to nie da się pogadać! - rzekła obrażona dziewczyna
[…która miała widzenie…]
 i odeszła.
[Do Boga.]
  Postanowiła się trochę pokręcić po domu.
[…bożym.]
 Szła długim, ciemnym korytarzem, gdzie na ścianach wisiało mnóstwo pięknych obrazów z różnych pokoleń rodziny Kuranów.
[Wiedziałam, że coś z nimi nie tak. Co ich portrety robią w Raju?
…
…
Co Ruka robi w raju?]
Nie rozpoznawała żadnej z postaci widniejących na zdjęciach.
[Tak, to dziwne.]
   Nagle jej uwagę przykuł mały obrazek, wiszący na końcu korytarza. Przedstawiał czteroosobową rodzinę. Na krześle siedziała piękna kobieta, trzymająca w rękach małą dziewczynkę. Tuż przy niej stał mężczyzna, który uśmiechał się delikatnie do dziecka.
[pedo fejs?]
 Przy nim chłopiec. Nieco starszy od dziewczynki. Ruka miał wrażenie, że już go gdzieś widziała.
[W czyśćcu.]
- Czy mi się wydaje, czy to...
- Tak, Ruka -dziewczyna usłyszała za sobą znajomy głos.
[o.O
…
…
Bóg…?]
 Obejrzała się i dostrzegła uśmiechającego się Kaname.
[I teza o Raju poszła się...]
 Podszedł do niej i również patrzył na obrazek.
- Kaname? - Ruka chciała się upewnić, czy wszystko jest aby w porządku.
[…ale NIE BYŁO! MWAHAHAHAA!]
-Kiedy byłem mały, zawsze lubiłem na niego patrzeć. Przepełnia go ciepło i radość, jakich nie czułem od wielu lat.
[Jak był mały, też nie czuł ich od wielu lat. Eh, ta długowieczność…]
 Jest to moja jedyna pamiątka po rodzicach.
[I co z tego?]
- Więc ten obrazek przedstawia Yuuki, twoich rodziców i... ciebie
[„Nie. Był w zestawie z ramką.”]
- Ruka spojrzała na Kaname. Nie dziwiła mu się, kiedy wspomniał o cieple, które jego zdaniem płynie z obrazka. Czuła dokładnie to samo, kiedy spojrzała na niego po raz pierwszy.
[Ci Chińczycy to wszystko wymyślą…  podgrzewane ramki!]
 Wielka radość przepełniała jej serce, które zaczęło bić szybciej. Nawet nie zauważyła, jak po jej policzku spływa ciepła łza. Kiedy się zorientowała, szybko starła ją rękawem swetra, by Kaname nie zauważył, jak bardzo się wzruszyła.
[Co z tego, że on by już sobie poszedł.]
 Lecz jednak ją dostrzegł i uśmiechnął się do dziewczyny.
- Nie ma się czego wstydzić, moja droga. Nawet mi nieraz to się zdarzyło.
[„…a’e ja i tak byem zaebysty!” 
I powinno być „MNIE”. Rzal się, aŁtorko.]
-To jakaś magia...- Do oczu dziewczyny znowu napłynęły łzy. Tym razem nie próbowała ich powstrzymywać. Więc schowała głowę w dłoniach i rozpłakała się. Płakała długo i cicho, by nikt jej nie usłyszał.
[I znowu ktoś robi z niej ciotę.]
  Kiedy podniosła głowę, by sprawdzić, czy Kaname cały czas jest przy niej, okazało się, że już go nie było.Nie zauważyła, kiedy ją zostawił.
 [Miałam rację. Poszedł grać w Tibię.]
W końcu postanowiła pójść już do swojego pokoju. Myśli o przepięknym obrazku nie dawały jej spokoju. Cały czas widziała te uśmiechnięta twarze ze zdjęcia. To ją uspokajało i zapomniała o wszelkich troskach, jakie ją prześladowały.
["Medżik Pikczer, odcinek 1237686521, 7"]
Zamknęła oczy i powiedziała do siebie.
[ I nigdy, nigdy nie dowiemy się, co powiedziała, ponieważ pojawia się tutaj KROPKA? DLACZEGO JA?! DLACZEGO JAKAŚ KROPKA MA MNIE PRZEZWYCIĘŻYĆ?!]
- Kaname miał rację. Obrazek przepełnia radość i ciepło..
[<W tle „She Talks to Angels”>]
 
;