środa, 3 sierpnia 2011 6 komentarze

Zioło z puszczy i niewierność Saska.

Jak widać ostatnio blog zdecydowanie odżył, co spowodowane jest... Ehem. A kto by to wiedział....
Fanaa wyjeżdza na czas bliżej nieokreślony, a mnie (Ivo) nie będzie przez tydzień licząc od soboty. Sphinix, przykro mi, ale chwilowo prawdopodobnie zostaniesz z tym chłamem sama.

Dzisiaj serwujemy Wam opowiadanko zapewne mające być romansem, które dla nas okazało się prawdziwym dramatem, z nutką horroru (głównie ortograficznego).
Adres bloga i budzący grozę tytuł notki:
 
http://krysztalowe-lzy.blog.onet.pl/op-18-Cos-jest-nie-tak,2,ID348232836,DA2008-10-31,n

Życzymy miłej zabawy! :)




Zielonooka kunoichi powoli podniosła powieki,
lecz po chwili nakryła z irytacją,
[Po kiego grzyba ten przecinek?] [Pewnie miał nadzieję, że go nie zauważysz.] twarz poduszką,
Miesiąc temu
[Bo każdy wie, że zdania nie trzeba kończyć, by zacząć nowe.] jeszcze był Sasuke, [A co? Jego marna egzystencja już dobiegła końca i go nie ma?] uważała go za przyjaciela. Niee, kochała go nad życie [Co za różnica?],
myślała że on też, więc dlaczego....?
Podniosła się powoli i z całym impetem uderzyła poduszkom w drzwi
[Biedne poduszki, jakieś dziecko bezczelnie uderza w ich drzwi.][Ach, coraz trudniej o dobrze wychowaną osobę...], pierze rozsypały [„rozsypało”] się
po całym pokoju przykrywając ją oraz meble, śnieżno
[!]białym puchem.
[A sens popełnił samobójstwo, jak mniemam?]
[Tak wygląda piekło w „Kuroshitsuji”!]
Małe piórka przyczepiły się do jej tważy mokrej od łez, nie.
[To przyczepiły się, czy nie?]
[Wybacz, że gdzie się przyczepiły?]
Przecież miała nie płakać.
Ścisnęła z całej siły ramkę zdjęcia przedstawiającego ją, Sasuke, Naruto,
[Ooo… trójkącik?]
[Nie rób mi tego…] [Ja już wiem co się stało. 'Saske' rzucił ją dla Naruciaka!] otarła ostatnie łzy przyżekając [kupić sobie słownik.]
sobie że już nigdy.
Nigdy nie da mu się tak zranić po czym na podłodze posypało się szkło.
[Nigdy nie dajmy Nix wybierać notki do analizy po czym po suficie posypało się psie żarcie…fajnie brzmi.]
Jeden jego kawałek nadal spoczywał w dłoni tnąc jej palce
[Pewnie był nawiedzony.], na śnieżnobiałom pierzynę skapywała
powoli
[Bo gdyby skapywała szybko, jak to ciecze mają w zwyczaju, byłoby to zbyt prozaiczne.] jej czerwona krew. [Czerwona? CZERWONA? Jakim cudem krew może być czerwona?] [Moja jest błękitna :D Przynajmniej według jakiegoś psychotestu z podejrzanej gazetki.] Ona odwróciła tważ z obrzydzeniem.
[Dobra, ale co to jest ta „tważ”? „Twarz” jeszcze kojarzę, może to jacyś kuzyni?] [Wiesz, gdybym miała „tważ” to obracałabym ją tylko i wyłącznie z obrzydzeniem.]
-Idę nazbierać zioła
[Wiedziałam, że coś z nią nie tak.]-powiedziała uśmiechając się sama do siebie, postanowiła że nikomu innemu go już
nie podaruje, po co?
[Jaka egoistka... Chować zioło tylko dla siebie?...] Skoro świat nie daje jej szczęścia to pogżebie głemboko [Are you fucking kidding me?] w sobie ostatnie jego cząstki. [Wybacz, ale patos psują Ci błędy ortograficzne.]
  Nie chciała by tak wyszło... choć? może to i lepiej. Czas goi rany jednak tą jedną zabliźnić by mogła
jedynie śmierć. I nie jego.   Odsunęła od siebie szybko obrzydliwe wizje jak wbija sobie kunai w serce.
[O co jej w ogóle chodzi?][Stwierdziła, że lepiej będzie jak się dziabnie, ale po chwili uznała, że to jednak obrzydliwe.]
Nie, nie jest tego wart, muwił jakiś głos wewnątrz niej. Miał racje.
[A teraz słyszymy głosy. Fajnie.] [>>zioło<<]
Powoli i spokojnie skierowała się do puszczy,
[Uważąj, tam są żubry >.<] geninom nie wolno było do niej się zbliżać co wywołało
lekki uśmiech na jej tważy. Jestem chuninem -wyszeptała w myślach, jednak jej tważ, zdawać by się mogło
że zbielała jeszcze bardziej.
[Dalej nie wiem, o co jej chodzi. Zupełnie jak na fizyce.][Ja tak mam na chemii.]
  Po 10 minutowej wędrówce jej odsłonięte dłonie skostniały z zimna, sama jednak nie odczuwała tego
przenikliwego chłodu. To ją troche zaciekawiło, czy podczas chodzenia na solarium opalamy sobie również
mięśnie.. albo krew, fuuj.
[Co mają skostniałe ręce do solarium? A dobra, nie chcę wiedzieć.]
[Coś mi się zdaje, że czepiasz się nie tej części zdania.]
[<wizja opalonych mięśni i krwi> O ja pier...]
Odrzucając dalsze rozmyślanie który budziło w niej jedynie odrazę [To nawet widać.],
schyliła się po dziką mięte a do jej nozdrzy dotarł przyjemny, korzenny zapach.
[Mięta nie ma korzennego zapachu.][Może ona korzenie wąchała. Albo to nie była mięta.]
Gdy tylko przyszła, zastała na sekretarce 3 wiadomości by zadzwoniła, ona jednak zbyła je prychnięciem,
[Już przylazła? A miałam nadzieję, że coś ją w tym lesie zeżre.]
[„Zbyła je prychnięciem, więc odeszły, lekko urażone.”]
jak on mugł?
[Jak TY możesz walić takie błędy?] -pytała-jak mugł najpierw przespać się z moją kuzynką, i teraz penie myśli że to sie skończy
słodkim causem na przeprosiny? phi!
[Czy temu dziecku kot usiadł na klawiaturze, czy to na serio było rozmyślnie przez nie opublikowane?!]
Przez cały wyjazd muwił że kocha. Że chce wrócić, a ona? Ona uwieżyła w to. Jak ostatnia idiotka.
[„Mugł”… Moje oczy! Moje biedne oczy!]
Hinata
[-] sama[Fanaa, ona chyba nie miała zamiaru stosować takiej wyrażającej szacunek końcówki, tylko uświadomić wszystkim, że Hinata zrobiła to bez jakiejkolwiek asysty. Nawiasem mówiąc, godne podziwu, tak samej kazać...] wczoraj kazała jej nie odpowiadać ani na jego wiadomości, na nic.
Ona też pieni sie ze złości
[To objaw wścieklizny.][Albo napchała sobie do gęby oranżadki w proszku :)] , w jej oczach on potraktował jej przyjaciółke jak dziwkę,
kazała go ignorować, udawać że nie istnieje i mimo iż zaledwie 2 tygodnie temu uznałany te poglądy i rady
za nieludzkie i wredne
[Skoro już ignorancja jest nieludzka, znęcając się nad nami AŁtoreczka musi być demonem.], ale w końcu była miła dla czarnookiego, i jak na tym wyszła?

-Sakura, proosze!-Usłyszała wychodząc z domu
[O! Siedział pod jej domem! Jak pies!][Jak Bieber z poprzedniej analizy.], nieoglądając się za siebie szła dalej nie zwracając
na czarnookiego najmniejszej uwagi
-Sakura, daj mi proszę wytłumaczyć, ja popełniłem błąd, daj mi szanse- Dalej żadnej reakcji
-Sakura, ja cię kocham!
[Jak każdy.]- Nic, 0
[Jak ja się cieszę, że nie znam fandomu.]
[Ja już nie potrafię się cieszyć…]
To tylko puste słowa, to tylko puste słowa- powtarzała w myślach
[Już myslałam, że śpiewa piosenkę Gosi Andrzejewicz, czy kto tam taką miał.] - To nic nie znaczy, zupełnie nic.
-Sakura, ja nic nie czuje do niej
[„Ot tak się z nią przespałem, żebyś miała o czym na „blogasku” pisać.”]- Dziewczyna jakby mimowolnie odwróciła się po czym jej tważ
[Dajże tej „tważy”, czymkolwiek ona jest w końcu spokój!]
[Cichaj, jeśli Ci życie miłe! To DEMON!]
oszpecił
[Jeszcze bardziej?] graniczący z wściekłością i żalem wyraz po czym wydała z siebie rozpaczliwe
słowa -Więc czemu?- spytała lecz po chwili wyrwała się z jego uścisku
[Kiedy on ją uścisnął? To jest prawdziwy ninja!] i puściła się pędem
znikając wśród tłumu ludzi na targu.
[Targ – najlepsza kryjówka ever.] W jej nozdrza udeżały miłe zapachy a do uszu dobiegał miły [Nie ma to jak urozmaicony słownik.] gwar głosów jednak ona starannie je ignorowała [Ja umiem ignorować tylko niestarannie.] jednocześnie biegnąc i walcząc z[e] łzami.
Jednak po chwili ta sama osoba przykuła jej uwagę, odwróciła się szybko by spojrzeć na obojętny,
szary i zimny wzrok
[Też chcę nauczyć się kolorować wzrok!] czarnookiego a lodowaty dreszcz przeszył ją od stóp do głów [Czarnooki miał rozdwojenie jaźni.]- Coś było nie tak,
czuła to
[Też to czuję.].     Po krótkim westchnieniu jednak puściła się dalej pędem zwalniając dopiero przed
złoconą bramom w której stała uśmiechnięta i z lekka zarumieniona Hinata
w różowej sukience i japonkach
[I co z tego?] machająca do niej przyjaźnie.
-Czeeeść-powiedziały do siebie po czym Sakura musnęła ją przyjacielsko w policzek
[Czyżby yuri?]-Jak tam... no wiesz- Dokończyła koślawo [„bo nie umiała prosto”] gdy już obie siedziały na podłodze w jej pokoju
w stercie poduszek
-Nie jestem pewna...-zamyśliła się na głos
[Eee… to tak się da?] [A pewnie! Co dzień praktykuję!] po czym zwierzyła się przyjaciółce z złowróżbnych
przeczuć jednak ku jej zdziwieniu, Hyuga nie potraktowała tego zbyt poważnie- To na pewno nic takiego-
Odparła jednak to jej wcale nie uspokoiło.
[Kogo, Hinaty?]
-No już, rozchmurz się, mam ekstra pomysł, chodźmy z chłopakami na plaże!
[Bo jedna plaża to za mało.] Będzie fajnie
-Ale on też tam będzie -zawołała rozpaczliwie
[„- I mnie zje!”]
-Sakura, rozstaliście się, to nie dojrzałe
[Przepraszam, jakie?] kryć się wciąż przed nim! [Cała reszta tego tekstu jest dojrzała.]
-Ja się nie kryję, ja po prostu nie mam ochoty z nim gadać -Odparła
-To nie ważne, wcale nie musisz, nikt prucz nas obu nic nie wie o tym co on zrobił
[Ale jak to, że on też nie wie?!][Może i nie wie, słuchaj, jak tak to czytam, to wydaje się całkiem możliwe.] , możesz po
prostu się do niego nie odzywać i tyle, zagramy w siatkówkę, będziesz trzymać się mnie
-Nie dzięki Hinata, nie mam na to ochoty- Wymamrotała
[Amen.]
***
Krutko
[Raczej zbyt dłógo.], wiem ale od czegoś trzeba w końcu zacząć, niee? [Lepiej jednak nie.]
od razu gomen za błędy ale bardzo się śpieszyłam
[by ukazać to arcydzieło światu? Nie musiałaś.], aktualnie nie mam pojęcia kiedy
notka bo teraz tworzę inne pasjonujące "dzieło"
[Jest cudzysłów, jest aprobata Fany.] papa!
[Papa opowiadanku, witaj depresjo.]
[Widziały gały co brały, sadystko ty.]
[Czuję się głupsza niż pół godziny temu.]

[…] Sphinix
[…] Fanaa
[…] Ivorena


poniedziałek, 1 sierpnia 2011 1 komentarze

Bezsilność wobec życia i lęki Justina Biebera.

Ha! Niebawem będzie miała u mnie (Fany) miejsce długa przerwa w dostawach internetu...wyjeżdżam, znaczy się. Najpierw na Woodstock (aahahhaa), później daleko, hen, daleko, tzn. na Mazury. W związku z tym pieczę nad blogiem ufnie przekazuję Sphinix i Ivorenie ...właściwie, to niczego nie przekazuję, tylko mam nadzieję, że pod moją nieobecność coś tu się jednak pojawi. Oczywiście bez moich, jakże bezcennych, komentarzy, nie będzie to już to samo, lecz...ekhem, nieważne:
dziś mamy słitaśne, fanowskie opowiadanie o Bieberze, jakich zresztą wiele. To jednak stanowczo wyróżnia się...formą. Zapraszam do zapoznania się w tą dość groteskową formą antywywiadu.
 ***
Odwzajemniłam jej to spojrzenie.
- No dobra .. nie powiedzia.. - Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ Nina przejęła pałeczke. 
[Koszmar interpunkcyjny się zaczyna.]
[Że CO ona przejęła?!]
[Ja tam wolę nie wnikać.]
- Nie .. właśnie że to powiedziałaś. - Wstała z podłogi, otrzepała tyłek [Ach, bądźmy grzeszni!], ale cały czas wlepiała te swoje duże gały 
[Poetyckie stwierdzenie... „Gały”...]
[Mnie tam się podoba.] 
we mnie. Co sekundę, uśmiech na jej twarzy stawał się coraz większy. Aż  osiągnął granice . 
[Pojawił się z tyłu głowy...]
[Jak Voldemort!]
Nie wiedziałam co mam zrobić, więc otworzyłam drzwi : 
[Najlepsze rozwiązanie w każdej sytuacji <3]
[Nie wiedziałam, co mam robić, więc poszłam kupić sobie manata na smyczy.]
- Idziesz ? - Rzuciłam na wychodne. [Musiałam się pospieszyć, bo wychodne mam tylko w piątki i nie pozwala na siebie rzucać.]
- Tak już . 
[Czy one się przed chwilą, tak jakby, nie sprzeczały?] [Dla własnego zdrowia psychicznego – nie wnikaj.] - Odpowiedziała, wstała i wyszłyśmy. [O wiele ciekawiej byłoby, gdyby wyszła siedząc.] Jeydon i Justin siedzieli na chodniku.
[bo to jedyne odpowiednie dla nich siedzisko]
[…już nigdy nie spojrzę na żaden chodnik tak samo…]
[Biedny chodnik.]
- Noo ! Nareszcie ! - Krzyknął Jeydon.
- Stęskniłeś się ? - Spytała Nina.
- No jasne że nie - Rzucił 
[w nią nożem] i wstał wraz z Justinem. [YAOI?!] [Yeach! Umc, Umc, Umc…!]
- No to gdzie idziemy ? - Spytałam.
- Do parku ? - Zaproponowała Nina.
[- Do lasu? – Zaproponowała Fanaa.]
- Hm .. niee . Za dużo teraz jest tam ludzi - Powiedział Justin. 
[Na ulicy było mniej? Chodnik nie stanowił potencjalnego zagrożenia?]
[Ciicho…on woli las…]
[Byle nie ten w moim sąsiedztwie, proszę.]
- Zgadzam się z nim  -  Powiadomił Jedyon. 
[Przed chwilą miał na imię Jeydon... Chyba, że to inna osoba...]
[Bo to JEDI!]
- No to chodzcie .. Może gdzieś tu se pojeździć [Jo se ino godo, coby a może nie.]? - Teraz zaproponowałam ja. 
[Czym pojeździć? Hulajnogą?]
[JA tam lubię moją hulajnogę…]
- Dobra. - Powidziała Nina i ruszyła [z kopyta] [Patataaaj!]. Ja za nią. A potem chłopcy.
Na przodzie jechałam z Nina a oni  z tyłu.  
[Na tej hulajnodze?...]
[Porządek jak w „Panu Tadeuszu”!] 
[Lepiej! Jak w moim pokoju.]
Gadali o trakach w deskach, kółkach, i takich pierdołach związanych z deską. 
[O, to może w czworo jechali na desce?... Też ciekawa wizja.]
[YAOI!]
[To obraza gatunku. -.-]
My gadałyśmy o szkole. No i takie tam … 
[„…” z zaskoczenia.]
[W życiu bohaterki dzieje się dużo. I to ze szczegółami.]
[Straszne. Naprawdę straszne.]

Godzine po tym [JAK TO, nie napiszesz, co się działo przez tę godzinę?! JA MUSZĘ WIEDZIEĆ, CZY ONI TAK DALEJ CHODZILI CZY, JA NIE WIEM, A CO JAK ZMIENILI KOLEJNOŚĆ?!] wszyscy razem usiedliśmy na chodniku. 
[Bo jak już zostało przeze mnie nadmienione, na chodniku można spotkać mniej ludzi niż w parku.]
[Jak widać głównym zajęciem bohaterów było szukanie po całym mieście chodników, na których najfajniej toruje się przejście.]
[Biedne chodniki. Chlip.]
Nie wiem, w każdym razie, jak doszliśmy do tego tematu.
Rozmawialiśmy o swoim życiu. 
[Ooo... ]
Justin miał najboleśniejszą przeszłość od każdego z nas . 
[Mama ubierała go w damskie ciuszki?]
[Nie musiała.]
[Ubierała go w męskie ciuszki? Biedak!]
Zrobiło mi się go szkoda .. [Ja też lubię sobie czasem poporównywać swoją bolesną przeszłość z innymi dzieciakami…]
[Ja wolę porównywać moje zaburzenia psychiczne. Zawsze wygrywam :3]
No ale cóż .. życie czasem daje w kość. 
[Właśnie tego doświadczam...]
[AŁtorka wie o tym najlepiej.]
Odpłynęłam myślami daleko, daleko .. […Mazury?!]
Nagle poczułam, że ktoś mnie szturcha [patykiem].
Odrazu przywróciłam się do rzeczywistości. 
[Od razu mi się źle robi.]
[Też chcę opcję „przywróć”!]


- Słyszałaś ? - Spytała Nina .
- NIe . A co miałam słyszeć? - Ja 
[pierdolę.] [Kofa mać.!]
- Idzemy do domu .. - Nina
 [„- Do nogi.”]
- Ja ide z nią - Powiedział Jeydon wskazując palcem na Nine [Dżentelmen w każdym calu.]
[Nie wskazuje się palcem.] - Bo ide w jej strone - dokończył . [A „ę” to dzieło Szatana, tak?]
Nina popatrzyła na niego, a następnie na mnie . Roześmiała się i dodała :
- Chyba śnisz, kochanie 
[Które z nich?...] - Odwróciła, pomachała mi [A nie „mnie”?] [Nie wnikaj, proszę, nie wnikaj... bo będzie jeszcze gorzej.] i Justinowi i poszła . Jeydon ruszył za nią. [*muzyka z „Mission Impossible”*]

Gdy wracałam z Justinem, szłam pierwsza a on próbował dorównać mi kroku.
 [Biedne dziecko.]
Udało mu się i zaczał: [„Bejbe, bejbe bejbe, ooou!”]
- Hmm .. więc co powiesz ciekawego ?- Spytał . [Bo nie ma to jak elokwentne i oryginalne rozpoczęcie rozmowy…] Zrozumiałam że ide za szybko, więc zwolniłam troche.
 
[Zrozum jeszcze podstawy polskiej pisowni, proszę.]
[Nie tak szybko! To tylko dziecko!]
- Ja ? No .. nic, a Ty ? – Powiedziałam [A nie, pod względem elokwencji jednak do siebie pasują.]
[Hał słit.]
- Ja też nie . - Odpowiedział, uśmiechając się pod nosem. 
[Jak to miło być na tyle nieciekawą osobą, by nie mieć do powiedzenia nic wartego uwagi <3]
[To przeznaczenie!]
[Nie mieć nic do powiedzenia… ciekawe, jak to jest.]
Zapadła długa cisza, nogi mnie bolały i byłam zmęczona.
[Zapewne przez ciszę.] A ta cisza mnie tylko szkodziła. 
[Jak można kogoś szkodzić? Powinnaś chyba napisać: „mi”...?]
[Ja czasem kogoś szkodzę!] 
[Najlepiej krzesłem. Lub patelnią.]
Zaczełam rozmowe, troche dłuższą,
ale bez przesady. 
[No pewnie, nie można prowadzić długich rozmówi, bo jeszcze przez przypadek wyszłoby się na osobę mającą coś do powiedzenia.]
[NIJEEEE!]


-Kiedy bedziesz chodzić do szkoł 
[y?] ? - Popatrzyłam się na niego. 
-Ja nie bede 
[„Nie bede”... Czyż to nie zalatuje jakąś gwarą?] chodził tu do szkoły. Bede brał prywatne lekcje u mnie w domu. - Odpowiedział spokojnie.
-Dlaczego? – Wydukałam
-Bo tam też są moje fanki .. no wierz .. 
[Chciał powiedzieć „(u)wierz mi”, ale mu nie wyszło? Czy, o zgrozo, to miało być „wiesz”...?]
[Ja kiedyś chciałam powiedzieć „tak, przestanę żreć po nocach”, i też mi nie wyszło…] 
za duże ryzyko.
[Dużo większe niż siedzenia przez godzinę na chodniku.]
[Boi się, że znów dostanie butelką?]
[Na mnie się kiedyś moja własna huśtawka zawaliła, i nie rozpaczam.]
 - Odpowiedział, smucąć się . 
[Łzy płynęły mu z oczu, z nosa ciekło, a on sam trząsł się od spazmatycznego szlochu.] [Dodałam bloga do polecanych, rechocząc się.]
- Co ? Chciałbyś być normalnym 
[Haha, jak to rozumieć? :D] dzieciakiem ?  Tak jak my ? [Ach, czyli jednak w znaczeniu „przeciętnym”... Na ich stardardy, oczywiście.] - Powiedziałam. Widziałam że z jego twarzy
znika ten uśmiech. 
[Który? A to on się jednak wcześniej nie odpowiadał „smucąć się”?]
[Cicho! Smucamy się!]
[Przyniosę chusteczki i pochlipię trochę później…]
- No .. właściwie, to tak. Chcę bawić się na podwórku z kolegami przez całe dni. 
[Ojej, to on jeszcze z pokolenia, które wychodzi na zewnątrz?] 
[<3]
[Dobra, ja też tak mogę! Ale gdzie są drzwi?]
Spędzać czas z przyjaciółmi ...
[Skype nie działa?]
ale u mnie jest tak : koncert, wywiad, dom, spanie. I tak w kółko ... 
[Możesz zrezygnować ze spania, zawsze jakieś urozmaicenie.]
[Możesz zrezygnować z koncertu i też wszyscy się ucieszą.] 
nawet nie mam czasu, zaprzyjaźnić się z kimś nowym.
Widzą we mnie tylko piosenkarza i bogatego gówniarza. [JAK TO?!]
[No nie żartuj…] Ale też nie mam czasu aby zaczynać nową przyjaźń .. - Powiedział to , [Raczej: „Powtórzył się.”]
ale tak od siebie. Nie tak aby inni go zaczeli lubić. Tak od siebie. 
[Moda na powtórzenia?]
[Da się powiedzieć coś tak nie od siebie?] 
Zrobiło mi się go teraz już bardzo szkoda. [Mnie też.] [Mnie zrobiło się żal osób, które nie chcą, a muszą to czytać.] Więc pocieszyłam : [Skąd pewność, że go to pocieszyło?] [Przecież to Ałtoreczka.]
- Nie wiem jak to jest. Nie jestem wielką gwiazdą
[Wielka gwiazda? Gdzie?] i nie czuje tego samego co Ty. Ale prawdziwych przyjaciół masz tutaj. Jeydona,
Nine, Christiana, Ryana, Chada .. Mnie.
[Rany, czy te imiona miały dodać im indywidualności?...]
[Nie przesadzaj, Mnie to ładne imię.]
Więc nie masz się o co martwić .. a dla nas, nie jesteś Tym [Tak, TYM! Tym z wielkiej litery!] bogatym gówniarzem i sławną postacią jak nie wiem co. [Ale i tak pożyczysz mi dychę, co? W imię przyjaźni.] Tylko normalnym [Taa...] nastolatkiem, równym [Wzrostem...?] jak my. Więc .. naprawde się nie martw. - Powiedziałam i go
przytuliłam. 
[Fuj.] Odwzajemniłten uścisk. [Matko…] [Oni tak na środku ulicy?...] Nagle zobaczyłam jakiegoś faceta z aparatem. Zaczęłam szeptać Justinowi do ucha,
że ktoś chyba robi nam zdjęcia. 
[Och, szeptanie do ucha na pewno wyszło na zdjęciu uroczo <3] Justin odwrócił się i zaczął się śmiać. Ja zrobiłam to samo.  
[Biedny gość z aparatem...] 
[Liczył na dobre porno.]
Szliśmy tak całą drogę. [Niesłychane.] W końcu doszliśmy 
[Cóż za wyczyn.]
[Żebyś wiedziała! W końcu doszli!] 
[Normalnie padłam i nie powstałam.]
pod dom. [E tam.] Justin odprowadził mnie pod same drzwi [„, nawet zapukał do nich w moim imieniu.”]
-Dziękuje. - Powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Nie ma sprawy. Ej .. mam pytanie .. [„Ej” dodało pikanterii.]- Powiedział Justin. Szczelił 
[w] buraka [z broni palnej]. 
[Trzeba mieć talent, żeby popełniać błędy fonetyczne pisząc tekst.]
-Jakie ? - Spytałam.
-Czy .. mógłbym Cię odprowadzić jutro do szkoły ? - Spytał .
[- Ojej, ale przecież tam czyhają twoje pseudofanki!]
 [„- Spierdalaj chuju. – odpowiedziałam.”]
Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. [To się nazywa rozdwojenie jaźni.]
[Jakie rozdwojenie jaźni? Psychooooza!] Justin stał i się na mnie patrzył. 
[A powienien uciec z krzykiem?...]
[Przecież miała atak!]
Chyba nie wiedział co ma zrobić, jak się zachować. Przestałam.
- Dobra. Bądz jutro po mnie o 7:30. 
[Na którą ona chodzi do szkoły/jak daleko do tej szkoły zasuwa?!] [To nic, ja wychodzę o ósmej i jestem na ósmą w szkole! Tak przynajmniej próbuję im wmówić.] [Ja muszę wstawać o 6…] Tylko się nie spóźnij . -Powiedziałam i weszłam do domu 
[zostawiając go na progu jak psa]
[Hau!]
Popatrzyłam przez okno jak Justin odchodzi . Czułam się jakoś dziwnie .. tak inaczej. Nie wiem co się ze mną dzieje. [Starzejesz się.] [Raczej dojrzewa!] [A mózg dalej na poziomie pięciolatki.]
-Przestań o tym myśleć .. [Kto, ja?!] - powiedziałam pod nosem. Nie pomogło. 
[Trzeba było powiedzieć nad nosem, może efekt byłby inny.]
[Ona przynajmniej ma nos…] 
Pobiegłam na góre i zaczęłam grzbać [What?! A dobra, nie wnikam…] [Bardzo rozsądnie.] w szafie.
Znalazłam jakies rurki granatowe, jasno-niebieska luźna bluzka. [Nikogo to nie obchodzi.] Wyciągłam te ciuchy i położyłam na krześle na jutro. 
[Krzesło jest „na jutro”, czy co?]
[Chyba jej sprawa, na czym kładzie wyciągłe ciuchy.]
Nie myślałam, co w tej chwili może robić Justin. W ogóle o niczym nie myślałam. 
[Czyli co? Mruczenie pod nosem nie pomogło, ale grzebanie w szafie owszem?]
[Myślała, o tym, że nie myślała? Hardcore.]
Położyłam się na łóżku, przewróciłam na bok. Za chwile miałam wstać się przebrać, ale życie wygrało. 
[Och, serio? Nie umarłaś?] 
[Życie zafsze wygryfa…]
Zasnęłam ... 
[Było by miło gdyby to był sen wieczny, ale skoro życie wygrało...]
[…]
[Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!]

[…] Ivorena 
[…] Fanaa (Która, przeczytawszy analizę, uświadomiła sobie, że jest zboczona.) 
[…] Sphinix (Która wie, że jest zboczona, zryta i co tam jeszcze, i nie musi sobie tego uświadamiać.)
czwartek, 7 lipca 2011 3 komentarze

"I didn't know I was pregnant." i Książę Bez Aparatu


Cukierkowo - kolorowe my [Fanaa, Ivorena, Sphinix] mamy zaszczyt zaprezentować pierwszą wspólną analizę. Opowiadanie analizowane zawiera elementy groteski, humoru oraz baśni i pochodzi z bloga, którego adres przynosi hańbę naszemu własnemu.
Oto i adres analizowanej notki:
 Już widoczny w adresie tytuł notki zaskakuje oryginalnością, nieprawdaż?
To jedziemy:




***
Spojrzałam na niego i tylko jedna myśl mi się nasuwała: "O, Boże ale ciacho!
 [Z głodu zjadłam przecinek?]
[Ja bym wolała zjeść ciacho. O ile nie jest z kotka.]
[Od dzisiaj mam uraz psychiczny do ciasteczek.]
 

Żywy bóg piękna i mądrości zarazem!"
[Aż szkoda jeść.]
[A martwego boga byś zjadła? <wow>]
[Ej! To ja tu jestem Bogiem! Jakieś ciastko mi fuchę rąbnęło. Uraz się pogłębia -.-]
 
Potem zaraz moje rozmyślenia nad księciem z bajki przerwał mi głos jakiegoś niższego chłopaka też blondyna tyle, ze z aparatem na zębach.
[W sumie, to wszyscy blondyni wyglądają tak samo. Kolejny przecinek unicestwiony, z głodu zapewne.]
[Co to są 'rozmyślenia'? Rozmyślania to kojarzę, ale tego to już nie. Niedokształcona jestem widocznie. Ej, a czy książę nie mógłby mieć aparatu na zębach? Tak dla niepoznaki?]
[Może jeszcze chowa białego rumaka pod łóżkiem?]
 
- Bawicie się w chowanego? - popatrzyłam na niego, na swoje nowe rurki.
[„Czy to możliwe, żeby wyglądał w nich lepiej, niż ja?!”;]
[Oj tam, ona popatrzyła na rurki, które dopiero co zwinęła z jednego skupu złomu, aby sprzedać je w następnym :)] 

 Jakbym wiedziała czym to się skończy.
[Pewnie wyląduje w takiej ciasnej, drewnianej…A TY CO ROBISZ Z TYMI WIDŁAMI?!]
[Co? Jakimi widłami? To jest trójząb!!] 
[A ja mam kosę! Gdzieś tam...]

Gdy chcę się przybić jeden mnie popchnie w błoto i mama się na mnie wścieknie.
[Gdy chcę Cię zrozumieć coś popchnie mnie w nicość i mama się krzyczy, że mam wyjąć tę mysz z jej obiadu.]
[Kąpiele błotne podobno wygładzają skórę i zapobiegają celluitowi :)]
[Ale przecież sobie rurki pobrudzi! Jak możecie być takie nieczułe?]
 
- No jasne! - odpowiedziała moja kumpela nie zdając sobie sprawy z tego co myślę, a podobno ona wie o ludziach wszystko! - Ale ja nie kryję.
[Tak, wiele nastoletnich dziewczynek wie o ludziach wszystko. Ale ta jest gorsza, bo nie czyta w myślach.]
[Och, nieszczęsna.]
[Przygotuję sobie paczkę chusteczek i pochlipię trochę potem.]
[Dobrze.]


Chyba byłam wkurzona tak mocno, że aż zrobiłam dziwną minę,
[V Symfonia Beethovena…w końcu rzadko kto wygląda na wkurzonego będąc wkurzonym!]
[Kiedy ja się wkurzam wyglądam przyjemniej niż normalnie :D]

 ale w końcu będę się bawić z obiektem moich westchnień.
[Ojej. A w co?!]
[W chowanego, nie czytasz uważnie! Ciekawe tylko kogo w co będą chować...] 
 
Czy coś może być wspanialszego?
[Może: kisiel, maciejka, Bach, msze żałobne, walenie łopatą po głowie…umiejętność prawidłowego wypowiadania się…;]
[Ja.]
[Zniesienie limitu z Megavideo?]

Tak, żeby powiedział do mnie dwa proste słowa typu: Kocham Cię 
[Co z tego, że widzę go pierwszy raz w życiu!] 
[Wiesz, to jest miłość od pierwszego spojrzenia na rurki <3]
[Bo rurki powiedzą ci wszystko o człowieku!]

- nic więcej nie pragnę usłyszeć z jego ust.  
[Może to zbyt wiele, ale ja bym chciała, żeby się jeszcze przedstawił.]
[Nie wierzę! Jak możesz być taka wymagająca?]

 - Jeden, dwa, trzy, cztery... - usłyszałam od osoby z aparatem na zębach.
[Której nie dali imienia, bo ma aparat i to wystarczy.]
[Och, w każdej powieści musi być nutka tajemnicy.]
 
 - Kaśka, na co ty czekasz? [Dlaczego ona ma na imię tak jak ja?! T.T] Chowaj się! [A bardzo chętnie.] - dobiegło do mnie [galopem].
Po raz pierwszy wiedziałam, że muszę być bardzo, bardzo... sztuczna. 
[Czy plastik może być bardziej sztuczny, niż jest? Nie, żebym coś sugerowała...]  

Wiem, że taka być nie powinnam, ale jak miałam mu zaimponować? 
[„Muszę udawać, że jednak mam nos!”;]
[Zaimponować mogłaś następująco: z iście kozacką fantazją wywinąć trzy gwiazdy, zrobić potrójny piruet z wyskoku, zatańczyć oberka, a na koniec z gromkim „Heeejj!” wykonać potężny zamach ciupagą.] 

 Albo to albo rezygnacja z bycia dziewczyną kogoś takiego.
[Nie weźmie dziewczyny bez nosa?] 
[Nie, bo kojarzy mu się Tomkiem Riddle, a on mu wymazuje wpisy w pamiętniku.] 

Chwile mijały nie ubłaganie 
[były tak nieubłagane, że napisały się rozdzielnie]
[To takie smutne. Będę płakać!] 

zanim się obejrzałam była już godzina 13.00.  Musiałam niechętnie podreptać do domu.
[Musiała to zrobić niechętnie. Biedna.] 
[Jak nie chciała dreptać to mogła pobiec.]
 
- Już idziesz? - zapytał mnie obiekt moich badań.
["Mimo otwartego serca i podłączonych do niego elektrod."] 
[Sekcja zakończona niepowodzeniem, pacjent nie umarł!]
[A wystarczyło siekierką w łeb…] 

- Tak szybko? 
[„ZSZYJ MNIE NAJPIERW!!!”;]
[„Nie umiem, na mąkę skleję.”]

 - Szybko? Ty weź się puknij w łeb. Muszę wyjść z psem.
[„Rzal. Każdy chyba wie, co i kiedy muszę ://”;]
 
Czy to padło z moich ust? Jestem kompletną idiotką!
[Nie, no co ty.]
 
[Aj, gdzie tam, ja to powiedziałam.]
[To może być pierwszy objaw rozdwojenia osobowości bądź schizofrenii.]

 - Ty też masz psa? Jaka rasa? 
[„Co cię to obchodzi, zoofilu?!”;] 
[„Bo wiesz... Chciałbym spróbować z każdą rasą...”]

 - Owczarek Niemiecki. 
[Och. Czyżby sentyment do Niemców?] 
[Ona lubi Wursty.] 
[To my po to kraj przed Niemcami bronili, żeby teraz sobie jakaś ałtoreczka psa niemieckiego sprowadzała? Wrr…]

A czemu pytasz?
Czułam, że się uśmiecham i widziałam, że bawię się włosami. Bomba!
[To mushee być miłoszcz.] 
[Którymi włosami?]
[Ale gdzie ta bomba? Szybko wybuchnie? Niech będzie dużo ofiar, proooszę!]

 - A nic. To do zobaczenia! - powiedział tak od niechcenia.
[E. Tho jednak nije miłoszcz. 
[No co ty, on jest tsundere! >.<]

Zaczęłam iść do tego głupiego domu.
[JAK CI NIE PASUJE POSIADANIE DOMU TO ODDAJ SWÓJ POKÓJ BEZDOMNEMU I ZAMIESZKAJ POD MOSTEM, ROZPIESZCZONY BACHORZE, AGHGHFHGAFFAFHSFA…Już mi lepiej.] 
[...] 
Gdy już byłam zdjęłam buty. 
[Nie obchodzi mnie to :)] 
[Musiała się pochwalić, że stać ją na buty.]
[Bo chodzenie w butach jest cool.]
  
Pies powitał mnie bardzo radośnie jakby mnie nie widział przez najbliższy miesiąc.
[Bo to jest superpies i podróżuje w czasie!] 
[Ona po prostu miała ze sobą Wursty.]
[Może miał nadzieję, że jak teraz ją wymęczy, potem będzie miał spokój?]  

Weszłam po schodach na górę wyjęłam z szuflady pamiętnik, nieużywany już od dawna. Zaczęłam pisać w ten sposób: [Pisać można w końcu na różne sposoby.]
   Dzisiaj to chyba najlepszy dzień w moim życiu. [Dzisiaj to chyba mój też. Był.] Poznałam osobę imieniem Kuba.
 [Skąd ona wie, jak ten biedny człowiek ma na imię?! Tabliczka z danymi wisiała mu u szyi, czy jak? Poza tym, dlaczego on ma na imię jak...?!] Nieważne.] Spodobał mi się i wiem, ze nie spocznę na tym, że będę się gapić na niego [Biedny chłopiec. Ale w sumie robię tak samo.] i nie przejdę do czynów. 
 Zaczynam działać. 
[To przechodzisz do czynów, czy nie?] 
[Ona po prostu przed przejściem do czynów zacznie działać. Bardzo logiczne, czyż nie?]

Chcę, żeby mnie przytulał, pomagał, doradzał, całował i wszystko co tylko możliwe. 
[Ale perwersja.] 
[Uuuu... :D]
[Tylko proszę nie przesadzić z opisywaniem tego. Lubię resztki mojego zdrowia psychicznego.] 

Gdybym tylko mogła być jego dziewczyną. dała bym za to wszystko. 
[Na przykład…nauczyłabyś się pisać po polskiemu?] 
[Nawet psa i rurki by za to oddała!] 

Mam jedno życzenie i błagam, żeby się ono spełniło!...
[Miłość od pierwszego wejrzenia! Jak w Afganistanie!] 
[W Afganistanie to od pierwszego postrzału...]
[Lub od pierwszego wybuchu miny?]

Nie wiedziałam w sumie co napisać, 
[Bo jesteś nudna.] 
[Trzeba było nie pisać.]
a musiałam skończyć, bo do mojego pokoju po raz drugi weszła Zuzka. [Oryginalne zdrobnienie. O „Zuźce” słyszałam, o „Zuzce” jeszcze nie.]
 - Cześć młoda. powiedz rodzicom, że mnie dzisiaj w nocy nie będzie. [Zuzka była tak wyluzowana, że nawet mówiąc nie dbała o interpunkcję, o pisowni wielkich liter nie wpominając] Zgoda?
 
- A co ja będę z tego mieć? 
[Pf. Możesz sobie być zła, chciwa i podstępna i tak cię nie polubię.]
[Pierdolona materialistka.]
[Materializm to grzech. Błądzisz dziecko, błądzisz…]
 
- 5 zyli, pasi? 
[*.* żeeelkiii!!!] 
[Mały słowniczek ortograficzny z podstawami polskiej pisowni! <3]
 
- 5 zł i kilka odpowiedzi na moje pytania.
 - Zgoda. Tylko tak [Tylko nie!] jestem u koleżanki, Olki . Urządzamy imprezę, zrozumiano? 
[Rodzice się ucieszą.]
[Będzie melanż ^^]
[Umc, umc, umc!]

 - Owszem, a tak na prawdę idziesz do chłopaka. 
[Oo! Będzie seks!] 
[Ułouło! Rób zdjęcia!]

 - Nie twój interes. [„Jak to nie? A to 5 zł(otych)?”]
Położyła na moim biurku pięć złoty[ch?] i trzasnęła drzwiami jak to zazwyczaj robi. [Każdy ma prawo przeżywać swój okres buntu tak długo, jak chce!] Położyłam się na łóżku. Zamyśliłam się o chłopaku, którego poznałam.
 
[„Zamyśliłam się o..” - coś mi tu zgrzyta.]
[Mi zgrzyta, że istota o inteligencji rośliny była zdolna myśleć.]

Próbowałam o nim nie myśleć i z tego powodu wzięłam z półki dawno przeczytany Zmierzch. 
[Rozumiem, że ta książka jest częścią jej życia do tego stopnia, iż cudzysłów stał się zbędny, jednak osobiście nie przepadam za Żeromskim.] 
[Ja również. Styl Żeromskiego ani trochę nie przypadł mi do gustu.] 
To nic nie pomogło. 
[Dziwne. Przecież to taka ciężka lektura!] 
[O ile to faktycznie Żeromski, to mi nawet by zaszkodziło. Jeśli to nie ten „Zmierzch” - tym bardziej.]
[Skomentuję to jedynie cierpiętniczym westchnięciem.]

Nie mogłam wyjść z domu, bo za chwilę będzie obiad więc zaczęłam się zamyślać[„Zamyślałam się znów i znów…Takie ‘łubudu, łubudu’!”;] co mam powiedzieć przy następnym spotkaniu mojemu księciu. 
[„Aaaahahahahhahahaaa, widziałam twoje majtki, aaahahahhaa” – polecam, sama praktykuję!] 
[Ja zawsze mówię: „Hej, co słychać?”. Może mało oryginalne, ale przynajmniej odpowiada. Aczkolwiek nie jest księciem.] 

Nic nie przychodziło mi do głowy. Dlatego też sięgnęłam po ćwiczeniówkę z matmy. Niestety nic nie było zadane, 
[To przykre.]
[O mój Boże! Jak tak można skrzywdzić biedne dziecko? Potem musi odreagowywać na czytelnikach…]

a jedyne zadanie, które było - odrobiłam. [„Nic nie było, ale to co było, to tak jakby, no, już tego nie było!”;] Wyszłam na dwór. Zaczęłam bawić się z moim ukochanym psem Dorą i swoim oczom nie wierzyłam! Stanęłam jak wryta! Przede mną, ulicą spacerowali sobie: moja siostra,
[„Będę spacerować wokół domu, ale powiedz rodzicom, że wcale tego nie robię”] 
[Oj, to ja chciałam to napisać!]
 jej (chyba) chłopak i dziecko w  wózku! [Ulicą to tak niebezpiecznie trochę…;] Czy moja siostra... czy ona ma dziecko? 
[I nikt nie zauważył! Dobra jest!] 
[Dobrze się maskowała. „Mamo, ja nie jestem w ciąży, to tylko takie boczki o zimie~!”]
[Albo kupiła od ruskich na bazarze.]

***
A więc tak rozdział pierwszy był nudny, wiadomo jak to początki. 
[Ja tam się ubawiłam.] 
[Ja też, głównie twoimi komentarzami.] 
Dlatego chciałabym, żebyście nie oceniali mnie po nim, bo ja się dopiero rozkręcam.
[NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!] 
[Przeciez byłam grzeczna T.T]
[Trzeba przygotować zapas melasy.] 
A szczerze powiedziawszy ten też nie jest taki WoW, ale chyba już w czwartym zacznie się dziać tyle, że na prawdę [?!] szok. [Ja JUŻ przeżyłam szok. NAPRAWDĘ.]
[W kolejnych rozdziałach chłopiec w okularach okaże się prawdziwym księciem, zaś pan z rurkami jedynie marnym uzurpatorem, domniemane dziecko siostry przemówi głosem Saurona, pies zdradzi swoją prawdziwą postać („OMG! Mój pies to jednak kot!”) a rodzice pojadą na edukacyjną wycieczkę do Korei Północnej. Ale to dopiero początek!] 
[Może atak zmutowanych kaloryferów? To by było ciekawe.]
Zaskoczyliście mnie tym, że podczas dwóch dni weszło tutaj aż 36 osób. [Ju ar rokstar!] Dziękuje :* [Oł, hał $Łit.] W każdym bądź razie [„jęz., ndst.” – powiedziałaby moja polonistka imieniem Stefan] macie pomysły co zrobi Kasia w następnym rozdziale? 
[POGO!] 
[Jeśli chodzi o mnie to możliwe, że poddam się w połowie i ucieknę z głośnym krzykiem.]  
Coś wam się nie podoba [Wymieniać wszystko?] , coś zmienić? [To było pytanie retoryczne?] Informować was o notkach? [Nie.] Napisz.

[…] Faana
[…] Ivorena
[…] Sphinix


Endżoj it.

 
;